Wywiad z Talgatem Batałowem w tulskim klasterze Oktawa przeprowadził Dmitrij Butkiewicz, krytyk sztuki ze stacji radiowej Kommersant FM.

Talgat Batalow- artysta, aktor, reżyser, gość Teatr.doc i Teatru Narodów, dwukrotnie nominowany do Złotej maski. Dziś ma 32 lata, urodził się w Taszkencie, w wieku 18 lat przyjechał na stałe do Moskwy.

 

Trudno było wyjechać i zaaklimatyzować się w nowym mieście?

 

Nie mogę powiedzieć, że miałem jakieś trudności z aklimatyzacją, w wieku 18 lat w ogóle nie ma z niczym problemów. Trudności były przy legalizacji pobytu w Rosji, związane z otrzymaniem obywatelstwa.

 

O tym traktuje pana pierwszy spektakl Uzbek, w którym był pan zarówno aktorem jak i reżyserem. To prawdziwa historia?

 

Tak, to prawdziwa historia. Półtoragodzinny spektakl Uzbek to autobiograficzny stand-up o tym, jak przeprowadzałem się z Uzbekistanu do Rosji – do Moskwy i starałem się o obywatelstwo. Kiedy przyjechałem do Rosji byłem w szoku jak traktują tu przyjezdnych i zdecydowałem, że muszę koniecznie opowiedzieć czym jest Uzbekistan i Taszkent. Postanowiłem zostać swego rodzaju pomostem między Rosją a Azją Środkową. Opowiedzieć o tym, że w czasach wojny w Uzbekistanie mieszkała Anna Achmatowa, że w Taszkencie została napisana piosenka Ciemna noc – to bardzo dużo faktów, które łączą nasze kraje. A wcześniej przecież żyliśmy w jednym kraju, ale całkowicie to wyparliśmy. Stworzyłem spektakl w humorystycznym stylu, jak George Carlin – rozrywka z przesłaniem. Tym też zajmowałem się w przeciągu prawie pięciu lat – tyle czasu grany był ten spektakl, objechałem z nim pół świata, od Berlina po Koreę.

 

Czy w pana obecnych spektaklach wybrzmiewają głosy ojczyzny? Czy siedzi gdzieś jeszcze w panu mały taszkencki chłopczyk?

 

Nie wydaje mi się, żeby ten chłopczyk gdzieś jeszcze we mnie był, myślę, że mam po prostu taki południowy temperament. Jednak w każdym spektaklu przemycam wzmianki o Taszkencie lub Uzbekistanie, to takie światełko, które przypomina o tym, skąd pochodzę. Przykładowo w spektaklu Lustro Carlosa Santosa w windzie znajduje się ogłoszenie napisane po rosyjsku, angielsku i uzbecku. Obecnie przygotowuję sztukę pod tytułem Aldar Olżasa Żanajdarowa, która opowiada o kazachskim superbohaterze, obrońcy praw, który broni migrantów w Rosji. W tym spektaklu w dużej mierze będą występować nie aktorzy, a ludzie, którzy również opuścili swoje ojczyzny. Będę w nim grać ja, a także moi przyjaciele związani z teatrem, ale nie będący aktorami – filmowcy, kompozytorzy i inni. Tylko trzech z dziewięciu uczestników będzie profesjonalnymi aktorami. W końcu roku 2019 odbędzie się premiera tej sztuki.

 

Co przyciąga ludzi do teatru dokumentalnego i czemu rezygnują oni z klasycznych spektakli? Czy jest to zasadnicza pozycja?

 

Niewielu reżyserów zajmuje się sztuką współczesną, ale na takie spektakle istnieje popyt wśród widzów. Nie mam nic przeciwko klasycznym sztukom, myślę nawet o takich, ale jakoś póki co mi z nimi nie po drodze. A atrakcyjność teatru dokumentalnego polega na tym, że to właśnie ty jesteś jego autorem: nie bierzesz sztuki i nie wymyślasz rozwiązań dla tekstu, ale naprawdę od zera tworzysz spektakl zbierając razem z zespołem materiał.

 

Teatr dokumentalny jest ciekawy właśnie dzięki procesowi tworzenia. Dwóch w twoim domu to jeden ze spektakli, który w 2013 roku był nominowany do nagrody Złota maska. Spektakl dokumentalny często spotyka się ze sprzeciwem rzeczywistości, szczególnie wtedy, gdy wydarzenia, o których mowa miały miejsce stosunkowo niedawno. Ludzie, których losy opisywane są w sztuce, nie zawsze będą się zgadzali z tym, jak zostali zagrani. Ale na to się nic nie poradzi. Staram się stosować do norm etycznych i moralnych, jednak jeśli wiem, że jakaś historia może być istotna dla spektaklu, ale pojawiają się głosy, mówiące o tym, aby jej nie rozwijać, to ja mimo wszystko staram się ją umieścić w spektaklu.

 

W jednym z wywiadów mówił pan, że fascynuje pana teatr w niezwyczajnych miejscach. Dlaczego w niezwyczajnych? Nie podoba się panu klasyczna scena?

 

Mnie całkowicie odpowiada klasyczna scena, ona raczej nie odpowiada współczesnemu widzowi. Jest chyba popyt na teatr innego połączenia. Ludzie chcą uczestniczyć w spektaklu. W mojej karierze miałem kilka takich eksperymentów. Byłem kuratorem programu na festiwalu Terytorium. Żywe przestrzenie i wymyśliłem pokaz teatralny w miejscach użytkowych, takich jak sklepy, kluby fitness, hotele, tam, gdzie widz nie wyobraża sobie, aby mógł zaistnieć teatr.

 

Miejscem przedstawienia był Rynek Danilowski, Hotel artystyczny na ulicy Twerskiej, klub fitness i market Leroy Merlin. W przypadku tego ostatniego po wyjściu klientów do sklepu przyszli widzowie i obejrzeli spektakl serbskiego reżysera wg opowiadań Cypkina. Na Rynku Danilowskim w trakcie największego ruchu została wystawiona opera. W hotelu został pokazany spektakl o podróży po świadomości pisarza.

 

Wspomniał pan kiedyś, że jeden ze spektakli został zdjęty z repertuaru za używanie niecenzuralnych słów.

 

Tak, to był spektakl Roślinożercy. Niestety, nie można było zamienić tych słów, bo wtedy straciłby cały sens. Przedstawienie było zagrane tylko cztery razy. Swoją drogą, zostało ono sfinansowane z budżetu państwa, na jego stworzenie zostało przeznaczone 4 mln rubli.

 

Jest pan jednym z niewielu reżyserów, którzy pracują w trasie…

 

Bardzo chciałem zwiedzić Rosję, dowiedzieć się, czym żyje kraj, popracować z innymi artystami. W ciągu pięciu lat zjeździłem Rosję od Rostowa po Sachalin.

 

A czym różnią się artyści z innych regionów kraju od tych moskiewskich? Trzeba czasem dostosowywać do nich spektakle?

 

Moskwa jest bardziej snobistyczna, naoglądała się więcej i ma większe wymagania wobec spektaklu. W innych miastach ludzie po prostu lubią teatr i do niego chodzą. W ogóle w każdym mieście są pewne niuanse, niektóre zjawiska społeczne z opóźnieniem dochodzą do drugiego końca kraju, przez to czasem tematy poruszane w spektaklach mogą być dla widza niezrozumiałe. Wielu reżyserów przyjeżdża do teatrów regionalnych po prostu zarobić, niezbyt się przy tym wysilając. A ja przez cztery miesiące robię poważne próby, przełamuję coś w tym standardowym wyobrażeniu na temat tych prób. Ale w efekcie aktorzy dziękują mi za pracę, a wystawiony spektakl cieszy się sukcesami długie lata.

 

Na zakończenie wywiadu Talgat zaznaczył, że za wyjątkiem Moskwy i Sankt Petersburga zauważył tendencję spadkową zainteresowania teatrem. Powiedział również, że nowe formy teatru mogą, a wręcz powinny to zmienić.

Autor: Julia Aleksandrowa

Tłumaczenie: Magdalena Diadenkova

Źródło: https://myslo.ru/news/culture/2019-09-29-rezhisser-talgat-batalov-o-dokumental-n...

 

 

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
15 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.