Ukraine April 2016 by Roberto Maldeno Creative Commons

 

Wiktor Honcharenko – zawodowy inżynier lotniczy, były wojskowy armii ukraińskiej, a także głowa wielodzietnej rodziny. Czy wyższe wykształcenie, poważny zawód, uczciwa praca i miłość do ojczyzny – to wystarczająco dużo, żeby być szczęśliwym obywatelem na Ukrainie?

 

 

Poświęcił Pan armii 20 lat swojego życia. Przez tyle czasu twoje życie było całkowicie związane z wojskiem. Ale z czegoś to powinno było zacząć. Czy to, że wybrał Pan studia wojskowe zdarzyło się przypadkowo, czy to była Pana osobistą intencją?

Wychowałem się w miasteczku wojskowym pod Odessą. Wszyscy moje przyjaciele były dziećmi wojskowych, dorastaliśmy w duchu patriotyzmu i dyscypliny. Na moją decyzje zostać pilotem wpłynęło lotnisko wojskowe niedaleko domu, na którym spędzałem dużo czasu. Ale pilotem nie zostałem, bo udało się zdać egzaminy wstępne tylko na inżyniera lotniczego. To, że poszedłem na studia wojskowe było moim osobistym wyborem, opartym przede wszystkim na poczucie obowiązku wobec ojczyzny (oczywiście w latach 80. ojczyzna miała inną nazwę i granicę, ale dla mnie zawsze to była Ukraina). W tym zawodzie pociągało mnie wszystko: od formy wojskowej do możliwości zobaczyć świat z wysokości ptaka.

Gdzie Pan studiował?

Wyższa Wojskowa Szkoła Lotnictwa w Irkuckie.

 

Jak to daleko od domu rodzinnego?

Około 6 tys. kilometrów.

 

Ale to sporo. Dlaczego wyjechał Pan tak daleko? Czy nie było alternatywy studiowania bliżej?

Wybrałem najlepszą uczelnię na te czasy. Pamiętaj też, że studiowanie wtedy było bezpłatne, więc miałem do wyboru dużo miast i uczelni.

Żałował Pan kiedyś swojej decyzji? Mam na myśli służbę wojskową.

Wcale nie. Służba wojskowa to swoisty romans, który wielu odstrasza. Ale wojskowy tryb życia bardzo mi pasował. Można powiedzieć, że spełnił moje oczekiwania.

Jakie one były?

Po pierwsze ważne było dla mnie znalezienie prawdziwych przyjaciół. Można powiedzieć, że znalazłem rodzinę w postaci kadetów, z którymi uczyłem się przez 5 lat, i członków brygady, z którymi służyłem przez kolejne 15 i nadal jestem w kontakcie. Ci faceci stali się częścią mojego życia. Po drugie to podróże służbowe. Jest to jedna z cech służby wojskowej, która również stała się kluczowym zjawiskiem w moim życiu.

Którą podróż pamięta Pan najbardziej?

Ekspedycja wojskowa na biegun Północny w 2000 roku. To niesamowite wspomnienia. Wylądowaliśmy na białą chłodną ziemię podczas nocy polarnej. Najpiękniejszym momentem zwiedzenia Arktyki było to, że udało nam się uchwycić zorzę polarną. Z tego powodu, że zostałem inżynierem lotniczym, często przebywałem w wyprawach służbowych. Byłem też, na przykład, w Chinach i na Kubie. Moją pracą było przygotowanie do eksploatacji samolotu, pilnowanie go stanu technicznego podczas wypraw i naprawienie w razie potrzeby. Uwielbiałem to co robiłem.

W którym wieku zrezygnował Pan ze służby w armii?

Miałem 39 i tytuł majora, kiedy już było wiadomo, że muszę zmienić miejsce pracy. Rodzina stawała się większą, a zarobki zostawały na tym samym poziomie. Armia Ukraińska pod względem budowania kariery nie jest miejscem zbyt obiecującym dla inżyniera. Stawało się coraz trudniej utrzymywać rodzinę, nie mówiąc nawet o tym, żeby planować coś na przyszłość. Jako ojciec rozumiałem, że powinienem zapewnić wszystkim pięciorgu dzieciom wykształcenie wyższe, żeby oni mieli dobry start w życiu dorosłym. Na ten moment pensja wojskowych była krytycznie mała (jakichś 6 tyś hrywnie) [nie całych 3 tysiąca złotych za kursem 2008], żeby przybliżyć się do tego celu.

Czy mógłby Pan opisać jaka jest sytuacja z poszukiwaniem pracy dla inżyniera lotniczego z wieloletnim stażem?

W sumie taka sama jak i z innymi zawodami. Niełatwo jest znaleźć naprawdę dobre i stabilnie opłacające stanowisko samodzielnie. I to nawet nie zależy od doświadczenia. Ja akurat szybko podjąłem pracę w firmie prywatnej, która produkuje samoloty lekkie, ale ważnym czynnikiem w tej sprawie zostały moje kontakty społeczne. Wtedy myślałem, że miałem wielkie szczęście, że proces zmiany pracy trwał dosyć niedługo, bo wiedziałem też o innych sytuacjach, kiedy moje koledzy zawodowe szukali sobie miejsca na rynku pracy Ukrainy po kilka miesięcy – i to bezskutecznie. Musieli po prostu wyjechać na zarobki za granicę.

A Pan został w kraju. Czy ta nowa praca spełniła Pana oczekiwania?

Niestety tylko najgorsze z nich. Przepracowałem w tej firmie sześć lat i podczas tego okresu żyłem nadziejami, że obietnicy szefa zostaną rzeczywistością. Byłem zatrudniony tak naprawdę na dwóch stanowiskach w tym samym miejscu. Wypełniałem pracę inżynierską i byłem koordynatorem pozostałych inżynierów firmy na warunkach wolontariusza. Zaprojektowaliśmy i pobudowaliśmy za ten czas trzy samoloty. Włożyłem dużo wysiłku w tą pracę. Chciałem zrobić Ukraiński produkt lotniczy naprawdę jakościowym.

Co w takim razie spowodowało Pana negatywne wrażenie?

W państwie z niestabilną sytuacją ekonomiczną trzeba szczególnie uważać. Trudno mi było przyzwyczaić się, że każdy z kim współpracowałem przestrzegał swoje ukryte cele i każdemu zależało na pieniędzy. Nie było tam miejsca na jakiś braterski duch. Niestety byłem bardzo ufny i naraziłem się na niebezpieczeństwo. Po tym, jak moi koledzy ustawili mnie i próbowali usunąć ze stanowiska, które i tak nie było bardzo opłacalne, miałem problemy z prawem. Na szczęście udowodniłem swoją niewinność, ale na zawsze zrezygnowałem pracować w jakiejś firmie prywatnej na Ukrainie.

I wtedy zdecydował Pan wyjeżdżać na zarobki za granicę. Czy przyczyną tego stała tylko sytuacja ekonomiczna, czy też polityczna?

Bez względu na to, że był to już rok 2014 i Ukraina akurat znajdowała się w trudnej sytuacji politycznej, mogę z pewnością powiedzieć, że to sytuacja ekonomiczna zmusiła mnie do pierwszego wyjazdu. Powód był prosty – moja rodzina potrzebowała środków na utrzymanie się.

Ale konflikt wojenno-polityczny na Ukraińskim Donbasie, który wynik zaraz po aneksji Krymu, dotknął Pana osobiście?

Tak, przeżywałem to i przeżywam do dziś. Straszne tragedie nie mogą nie pozostawiać śladów. Niestety ta wojna odebrała mi bliskich ludzi.

Opowie Pan o tym?

Mówię o tragedii 14 czerwca 2014 roku. W nocy bojownicy samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej zestrzelili w wojskowy samolot transportowy IL-76 ukraińskich sił powietrznych. Wszyscy, którzy byli na pokładzie, zginęli: 40 spadochroniarzy i dziewięciu pilotów brygady lotnictwa transportowego Melitopol. Właśnie te 9 pilotów byli moimi starymi przyjaciółmi. Mam z nimi dużo wspomnień. Przyjaźniliśmy rodzinami wiele lat, nasze dzieci dorastały razem w jednym miasteczku wojskowym. Znaliśmy się nawzajem bardzo blisko. To była tragedia nie tylko dla mnie, a też dla naszego miasteczka, całego miasta Melitopol i pewien czas przeżywała to cała Ukraina.

Gdzie przebywał Pan w tym czasie?

Byłem jeszcze w kraju. Ale to nie odegrało istotnej roli. Wszystko zdarzyło się tak nieoczekiwanie, że kiedy dowiedziałem się, że zestrzelono nasz samolot to bałem się komuś ze znajomych dzwonić, żebym przypadkiem nie narazić się na krótkie sygnały z tej strony.

Ale i tak musiał Pan wyjechać za granicę. Który kraj stał dla Pana przytułkiem?

Ja bym nie nazywał to przytułkiem. Bo przytułek dla mnie- to, kiedy jest ci przyjemnie i łagodnie. W moim przypadku sytuacja wygląda inaczej. Ostatni lata wyjeżdżam na zarobki do Libii. I to na długie okresy czasu. Nie bywam w domu od pół roku do dziesięciu miesięcy.

Mówi Pan o krajach w Afryki północnej, gdzie aktualnie są konflikty wojenne lokalne?

Tak. Jest w tym trochę ryzyko. Pod czas ostatniego wyjazdu zginął w pożarze na lotnisku obywatel Ukraiński w wyniku strzelania w samolot. Wiadomość doleciała do Ukrainy i podczas gdy ja przebywałem kilka godzin bez zasięgu (w Libii to często się zdarza) moja rodzina zdążyła pomyśleć, że to ja.

Czy nie uważa Pan tą sytuację za absurdalną, bo przecież w jednym kraju z konfliktem geopolitycznym zostawia Pan rodzinę bez ochraniarza, a sam wyrusza do innego kraju z konfliktem wojennym i niestabilną sytuacją polityczną w celu zarobków?

Brzmi to dziwnie, ale Libia nie patrząc na niewygodne i niebezpieczne warunki pracy i tak jest lepsza od Ukrainy, chociażby w tym sensie, że doceniają tam specjalistów. Ja na przykład specjalizuję się na pewnym rodzaju samolotów. Określimy ciężkich. Jestem zawodowcem w konstruowaniu, naprawie i obsłudze technicznej samolotów typu AN czy IL. Moja praca z nimi to ponad 20 lat doświadczenia. Ale sytuacja na Ukrainie jest taka, że mając doświadczenie i wiedzę ja nie mam możliwości utrzymania licencji na działanie z typem samolotów, na których najbardziej się znam, bo instytucja, która może je wydać została po prostu zlikwidowana.

Czyli biurokracja na Ukrainie zmusza specjalistów do opuszczenia kraju?

W moim przypadku tak jest. Staż wyrobiłem pracując z samolotami wojskowymi. Z logicznego punktu widzenia Państwo powinno mi ten staż zaliczyć, żebym mógł pracować z samolotami cywilnymi tego samego typu. Lub dać możliwość się przekształcić i potwierdzić swoją umiejętność zawodową w praktyce. Ale nie ma takiej opcji.

Pana starszy syn studiuje teraz inżynierię lotniczą cywilną. Czy poparłby go Pan, gdyby Panu powiedział, że czuje się zobowiązany przed ojczyzną i zamierza pójść dobrowolnie na front, bronić integralność Ukrainy?

Nie. Zdecydowanie nie. Oczywiście rozumiem to poczucie czystego patriotyzmu. Ale Ukraina jest zmęczona wojną. Kiedyś postrzegałem wojnę jako bitwę za interesy, za idei, za wolność. Obrona interesów Państwowych była dla mnie na pierwszym miejscu. Teraz, patrząc na przedłużający się konflikt na Donbasie, rozumiem, że „wojna jest wtedy, gdy całkowicie niewinni ludzie umierają w interesie innych” [Winston Churchill]. Nawet ja, z pewnym życiowym doświadczeniem, nie dostrzegam przejrzystości w tym konflikcie zbrojnym. Ludzie giną, a ktoś na tym zyska. Przestałem w pewnym momencie oglądać telewizję, staram się filtrować każdą informację, którą czytam. A co się dzieje w głowach młodych?

Czy potrafi Pan sobie wyobrazić pokój bez zwycięstwa?

Właśnie tylko taki pokój sobie wyobrażam. Przez tyle lat życia w niestabilności, niepewności w przyszłości, w strachu o krewnych - jedyne, czego chcę – żeby ludzie, obywatele tego samego Państwa odłożyli broń i spróbowali się zgodzić.

 

 

Nadiia Honcharenko, V 2020

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
3 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.