KIJÓW, Ukraina - W piątek białoruski sąd rozpoczął proces dziennikarki oskarżonej o ujawnienie danych osobowych w swoim reportażu o śmierci protestującego, co jest częścią działań władz mających na celu stłumienie protestów przeciwko autorytarnemu prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence. 

 

Od listopada Katerina Barysewicz, z niezależnego internetowego portalu informacyjnego Tut.by, przebywa w areszcie po opublikowaniu artykułu, w którym powołała się na dokumenty medyczne wskazujące na to, że protestujący Raman Bandarenka zmarł w wyniku ciężkich obrażeń i wbrew twierdzeniom władz nie był pijany. 

Bandarenka zmarł w szpitalu 12 listopada na skutek obrażeń mózgu i innych. Opozycja twierdziła, że został brutalnie pobity przez milicję, która rozproszyła protest w stolicy Białorusi, Mińsku. Śmierć Bandarenki wywołała oburzenie opinii publicznej i podsyciła kolejne demonstracje. 

 

Białoruś jest wstrząsana protestami od czasu, gdy oficjalne wyniki wyborów prezydenckich z 9 sierpnia dały Łukaszence szóstą kadencję. Opozycja i niektórzy wyborcy twierdzą, że wybory zostały sfałszowane. 

Rząd Łukaszenki zareagował na demonstracje, z których największe przyciągnęły do 200 000 osób. Obrońcy praw człowieka twierdzą, że od początku protestów zatrzymano ponad 30 000 osób, a tysiące pobito. 

Władze zaprzeczają temu, że Bandarenka został pobity przez policję i twierdzą, że w momencie zatrzymania był pijany. 

Sprawozdanie Barysewicz podważa to twierdzenie. Rozmawiała ona z lekarzem, który leczył Bandarenkę, i przytoczyła dokumentację medyczną, z której wynika, że protestujący miał rany głowy, uraz mózgu i wiele innych obrażeń, a we krwi nie było śladu alkoholu. Lekarz, Artsyom Sarokin, stanął przed sądem razem z Barysewicz. 

Za ujawnienie danych osobowych grozi im do trzech lat więzienia, mimo że matka Bandarenki prosiła Barysewicz o ujawnienie informacji o stanie zdrowia jej syna. 

Amnesty International ogłosiła Barysewicz Sarokina więźniami sumienia. 

 

Sąd Rejonowy dla dzielnicy moskiewskiej w Mińsku zamknął rozprawę dla publiczności, mimo że Barysewicz domagała się jej jawności. 

"Chcę, by ten proces był jawny" - powiedziała Barysewicz w oświadczeniu przed rozprawą. "Po raz pierwszy odwiedzę sąd nie jako dziennikarz, a jako oskarżony, ale nie przeszkadza mi to wierzyć w sprawiedliwość". 

W osobnym posunięciu Ministerstwo Sprawiedliwości orzekło w piątek o odebraniu licencji czterem prawnikom, którzy bronili liderów i działaczy opozycji, w tym Aliaksandrowi Pylczance, który reprezentował uwięzionego kandydata na prezydenta Wiktora Babariko i Ludmile Kazak, prawniczce działaczki opozycyjnej Maryi Kalesnikawej, która przebywa w areszcie od czasu aresztowania we wrześniu pod zarzutem podważania bezpieczeństwa państwa. 

Ministerstwo powiedziało, że prawnicy zostali pozbawieni licencji, ponieważ rzekomo brali udział w niesankcjonowanych protestach, stawiali opór policji i obrażali urzędników. 

Pavel Sapelka, prawnik z Centrum Praw Człowieka Viasna, powiedział, że posunięcie to oznacza, że władze starają się ukarać prawników za obronę opozycjonistów. "Ci prawnicy mieli pełne prawo bronić działaczy opozycji, a władze się na nich zemściły" - powiedział Sapelka. 

Proces Barysewicz rozpoczął się dzień po tym, jak dwie inne białoruskie dziennikarki zostały skazane za naruszenie porządku publicznego na dwa lata więzienia po tym, jak relacjonowały protest przeciwko Łukaszence. 

Kaciaryna Bachwalawa, która posługuje się również nazwiskiem Andrejewa, i Daria Czulcowa, obie z finansowanego przez Polskę kanału telewizyjnego Biełsat TV, zostały aresztowane w listopadzie po tym, jak policja wyważyła drzwi do mieszkania w Mińsku, gdzie na żywo transmitowały demonstrację w białoruskiej stolicy. W czwartek zostały skazane pod zarzutem "organizowania akcji ordynarnie naruszających porządek publiczny" - zaprzeczały tym oskarżeniom. 

W czwartek sekretarz stanu USA Antony Blinken powiedział, że Waszyngton pozostaje zaniepokojony "ciągłym brutalnym rozprawianiem się władz białoruskich z pokojowo nastawionymi demonstrantami, działaczami prodemokratycznymi i dziennikarzami". 

"Stany Zjednoczone nadal wspierają międzynarodowe wysiłki zmierzające do niezależnego zbadania nieprawidłowości wyborczych na Białorusi, naruszeń praw człowieka towarzyszących wyborom oraz represjom, które nastąpiły po wyborach" - powiedział Blinken w oświadczeniu ogłaszającym sankcje wobec 43 kolejnych białoruskich urzędników. "Wspieramy odważny naród Białorusi i wspieramy ich prawo do wolnych i uczciwych wyborów". 

Posunięcie Waszyngtonu następuje po wcześniejszych sankcjach przeciwko dziesiątkom białoruskich urzędników wprowadzonych przez USA i Unię Europejską. 

 

Źródło: https://apnews.com/article/alexander-lukashenko-belarus-journalists-tria... 

Tłumaczenie: Magdalena Nowicka 

 

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
4 + 7 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.