Premiery, pokazy i spotkania online bez tłumów i kolejek. Kończy się Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Moskwie. W równoległych programach pokazano około dwustu różnych filmów: o pierwszej miłości, dorastaniu, a nawet więziennej grupie teatralnej.

 

Ostrożnie i cicho

 

Tym razem na festiwalu nie było zwykłego szumu i zgiełku. A środki ostrożności dodały trochę surrealizmu.

 

"Przy wejściu do kina mierzyli temperaturę, pracownicy rozdawali rękawiczki i ostrzegali gości, żeby nie zdejmowali masek" — mówi krytyk filmowy Nastasja Gorbaczewska, która pracuje na międzynarodowych pokazach w Moskwie i Cannes. "Jednak, szczerze mówiąc, w salach było lepiej niż, na przykład, w metrze".

 

W poprzednich latach przed pokazami sensacyjnych filmów zawsze była duża kolejka, ale teraz wolnych miejsc było dużo więcej niż zajętych.

 

"Kuluary" — na korytarzach i na schodach festiwalu nie ma szumu, nikt nie defiluje w strojach na konferencjach prasowych: rytm festiwalu jest generalnie spokojniejszy. Sale nie są całkiem zajęte, nie ma gości zagranicznych i platform dyskusyjnych. Jednak niektórzy dziennikarze nadal cieszą się, że "święto odbyło się w czasie zarazy".

 

Jak oglądano filmy

Krytyk filmowy, filmoznawca i reżyser Iwan Afanasjew, który odwiedza festiwal już od dziesięciu lat, zauważa, że ​​"Moskiewski Festiwal Filmowy to zawsze szum i zgiełk. Ale tym razem tego nie ma, organizatorzy mają tylko niewielki niepokój".

 

Oczywiście ktoś ucieszył się możliwością zobaczy

długo oczekiwany film, ale ta ostrożność wpłynęła na ogólną atmosferę festiwalu.

 

"Zdziwiłem się, że po filmach nikt nie bije brawo — zauważa Nastasja Gorbaczewska. — Albo to niepokój, albo zmęczenie, albo zbyt pracowity nastrój, ale po większości pokazów w salach było cicho".

 

Miłość i inne uczucia

 

Na festiwalu oprócz programu głównego są programy równoległe, które zawsze są powodem do dyskusji. Nie możemy przewidzie

, czy film okaże się arcydziełem, czy "atrapą". Więc każdy pokaz to swego rodzaju niespodzianka.

 

W tym roku jest kilka ciekawych filmów o miłości. Na przykład debiut reżyserski Suzanne Lindon (córki słynnego francuskiego aktora i reżysera Vincenta Lindona) "Szesnasta wiosna" w programie "Czas dla kobiet".

 

"Kochaj mnie po francusku" — "pamiątka" z odwołanego festiwalu w Cannes" — opisuje film Nastasja Gorbaczewskaja. — Dwudziestoletnia Suzanne Lindon napisała, wyreżyserowała i zagrała w swoim porywającym debiucie".

 

Film jest mówi o tym, że różnica wieku nie jest przeszkodą w miłości. Szesnastoletnia główna bohaterka nudzi się w szkole z rówieśnikami, dopóki nie zakochuje się w 35-letnim mężczyźnie, który jest aktorem.

 

Film "Półgłosem" Heidi Hassan i Patricii Perez z sekcji "Wolna myśl" opowiada o dwójce przyjaciół z kubańskiej diaspory, którzy otwarcie mówią o tym, jak to jest budować życie w nowym miejscu, o macierzyństwie, miłości do kina, przyjaźni i wolności.

 

Ten film to nie tylko spojrzenie kobiety na współczesny świat. To prawie przypowieść o rozstaniu, nowym początku i znaczeniu wiary w siebie.

 

W programie "Mistrzowie" rozmawialiśmy także o uczuciach. Wśród kilku przedstawionych filmów wyróżnia się "Pora deszczowa" Anthony'ego Chena.

 

"Piękny, estetyczny dramat o przyjaźni, która przerasta w platoniczną miłość między niezadowolonym życiem nauczyciela a licealistką, która uczy się chińskiego języka literackiego" — zauważa Iwan Afanasjew.

 

Wiek, więzienie i wojna

 

Żaden festiwal, w tym Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Moskwie, nie może obejść się bez dramatu i filmów o emocjonalnych przeżyciach.

 

Iwan Afanasjew wyróżnia szwedzki film Lisy Aschan "Zadzwoń do mamy" z sekcji "Czas dla kobiet". Jest to film o dorastaniu, opowieść o dorastającym nastolatku. Chociaż "nastolatek" ma 35 lat.

 

 

"Chodzi o 35-letnią młodą kobietę, która nigdy nie wyrośnie z dojrzewania, nieustannie kłóci się z matką" — mówi Iwan Afanasjew. — "Wydaje mi się, że ten film dotyczy poszukiwania tożsamości".

 

Film "Komar" ("Mosquito") Nastasja Gorbaczewska nazwała symetryczną odpowiedzią na nagrodzony Oscarem film "1917" Sama Mendesa. Portugalski reżyser Joao Nuno Pinto opowiada historię swojego dziadka i jego pierwszej wojny światowej w Mozambiku. "Polityka kolonialna, grzechy białego człowieka, wojna i pokój, rzeczywistość i sny mieszają się w sennej podróży samotnego żołnierza po sawannie" — wyjaśnia Nastasja Gorbaczewska.

 

Zaprezentowano także komedie. Wśród nich jest francuski "Triumf" Emmanuela Courcola z programu "Spectrum". Nieszczęsny aktor Etienne prowadzi więzienną grupę teatralną. Na swój debiut wybiera "Czekając na Godota" Samuela Becketta.

 

Reżyser zrobił inspirujący film o tym, że nie miejsce jest ważne, ale człowiek. Nie obeszło się tutaj bez cudownego francuskiego humoru, który rozśmieszy każdego.

 

Tłumaczenie: Mikhail Panasenkov

 

Źródło: https://ria.ru/20201008/mmkf-1578658994.html

 

 

 

 

 

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
2 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.