Prawie każdy choć raz słyszał o tym święcie. Ale jeśli zadać konkretne pytanie - czym jest Maslenitsa, odpowiedzi będą naprawdę różne. Dla jednych wiąże się to z zabawą i masowymi uroczystościami, dla innych jest to jeden z etapów przygotowań do Wielkiego Postu, a dla kogoś to w ogóle czas, kiedy możemy cieszyć się swoimi ulubionymi przysmakami.

Wszystkie powyższe odpowiedzi będą poprawne, ponieważ Maslenitsa jest świętem wielowymiarowym i zawiera wiele znaczeń i symboli. A jednak, co to jest Maslenitsa?

Historia święta. Dlaczego chrześcijanie obchodzą Maslenitse?

Ostatni dzień Serowego tygodnia nazywa się Wybaczalna Niedziela. Kończy to serią tygodni przygotowawczych do Wielkiego Postu. Podsumowując, okres "wprowadzający" trwa 22 dni i w tym czasie Cerkiew nastraja wierzących na harmonie duchową. Post to szczególny czas, a zwłaszcza okres Wielkiego Postu. To szczególny rytm życia. Oczywiście, że radykalne zmiany w duszy nie zachodzą z dnia na dzień, a ten moment wymaga przygotowania - umysłu, emocji i ciała.

Jeśli zagłębimy się w historię, zobaczymy, że Tydzień Serowy jest najstarszą zachowaną tradycją dotyczącą już wspomnianego Wielkiego Postu. Pojawiła się ona pod wpływem praktyki mnichów Palestyńskich - miejscowi spędzali prawie cały czterdziestodniowy okres przed Wielkanocą w samotności, rozchodząc się po pustyni. Na początku Wielkiego Tygodnia spotkali się ponownie, ale niektórzy już nie wracali, umierając na pustyni. Zdając sobie sprawę, że każdy nowy post może być ostatnim w ich życiu, dzień przed rozstaniem prosili się o przebaczenie i wymieniali ciepłe słowa. Stąd nazwa tego dnia - Wybaczalna Niedziela.

Tradycja od początku było jedzenie mlecznych produktów przez cały tydzień. Czym jest pustynia? To brak jedzenia, a czasem wody. Naturalnie, przed taką męką trzeba zgromadzić siły. Nie mówimy teraz o przejadaniu się, tylko o gromadzeniu przez mnichów sił w taki sposób. Ze względu na nadchodzący ascetyczny okres ich życia, musieli przerywać tradycyjny post w poniedziałek, środę i piątek, żeby zgromadzić w organizmie jak najwięcej potrzebnych elementów, który dawał im nabiał.

Chłopi przyjęli i rozwinęli tę tradycję, ale znaczenie było już nieco inne. Chrześcijanin nie musi jechać na żadną pustynię, więc zanika zapotrzebowanie na pokarm białkowy, którym mógłby się wzmocnić. Ale jest jeszcze jedna sprawa - na świecie jest wiele pokus i ryzykowne jest ich nagłe porzucenie. Dlatego ograniczenia były wprowadzane stopniowo, a Tydzień Serowy był jednym z tych etapów, kiedy nie można już jeść mięsa i wyprawiać wesel, ale nadal można się bawić i czerpać radość z przyjemnych pogawędek.

Przedchrześcijańska historia święta.

Maslenita to niewątpliwie pogańskie święto znane na Rusi jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa i sięgające czasów prasłowiańskich. Wspomnę od razu, że cerkiew nie uważa jej za "swoją własną", a w kalendarzu prawosławnym nie ma miejsca na taką nazwę. Mimo tego święto jest jednym z najbardziej popularnych na terytorium Rosji, Białorusi, Ukrainy.

Myślę, że jeśli mówimy o dziedzictwie słowiańskim, to możemy rozważać, dlaczego cerkiew nie jest przeciwko pogańskiemu świętu i napełnił je nowymi pomysłami. Odpowiedź jest bardzo prosta - chrześcijaństwo być może jest najbardziej tolerancyjną religią na Ziemi.  

Może to zabrzmieć dziwnie na tle częstych wypowiedzi o chrześcijańskiej nietolerancji, ale to prawda. Chrześcijaństwo jest religią zmian, która nie neguje wszystkiego, co się z nim styka, ale przemyślenia na nowo w kluczu Ewangelii.

Cerkiew nie umieściła w swoim kalendarzu Maslenitsy, ale ją przeinaczyła i to właśnie ten wielowiekowy wpływ chrześcijaństwa sprawił, że to niegdyś pogańskie święto stało się jasnym i groteskowym okresem, znanym od kilku wieków. Dzięki wysiłkom cerkwi Maslenitsa straciła swoje dawne znaczenie sakralne i zamieniła w tydzień odpoczynku i zabawy.

Znaczenie święta

Zacznijmy od tego, że w czasach starożytnych święto to było znacznie bardziej wieloaspektowe niż w czasach przedrewolucyjnych. Opierało się ono na cyklicznym postrzeganiu czasu wspólnego dla wszystkich kultur pogańskich, a im bardziej archaiczna była cywilizacja, tym więcej uwagi poświęcała podkreślaniu tej idei cykliczności.

Maslenitsa świętowana była zawsze 48 dni przed Wielkim Postem i trwa cały tydzień. Zima po woli przechodziła w wiosne, dzień się wydłużał i ten okres zawsze był nieprzewidywalny - odwilż, mróz, i inne warunki pogodowe, a przodkowie mówili, że to "Walka wiosny z zimą”. I tu właśnie została ustalona pewna granica „przed”, kiedy na świecie panowało zimno i  „po” kiedy w końcu przychodziło ciepło. Wszystko wracało na swoje miejsca, a ten powrót życia był jednym z głównych tematów uroczystości.

Oprócz idei cykliczności, ten okres niesie ze sobą elementy kultu płodności. Ziemia zmartwychwstała, wchłonęła ostatni zimowy śnieg i zaczyna tętnić życiem. Ludzie nadali świętu podstawę sakralną. Mówiąc bardziej znajomym językiem, Maslenitsa ma na celu uświęcenie ziemi, napełnienie jej siłą, tak aby dawała obfite plony. Dla chłopów, którzy stanowili podstawę społeczeństwa starorosyjskiego, żniwa były główną wartością, nic więc dziwnego, że uroczystości poświęcono szczególną uwagę. Był to rodzaj pogańskiej liturgii, tylko rolę Boga odgrywała tu sama natura i jej żywioły, na które słowianie składali improwizowaną „ofiarę”.

Trzecim, nie mniej ważnym powodem, była kontynuacja rodu. Żyzność ziemi znajduje swoją kontynuację w tych, którzy na niej żyją i pracują. Jeśli kosztujesz potrawy, które dała Matka Ziemia, powinniście przynieść nowe życie na ziemię. Idea cyklu życia, jego powrotu i przekazania mądrości dzieciom  była kluczem do pogańskiej świadomości. Samo życie było podstawową wartością, a wszystko inne było tylko środkiem do jej osiągnięcia.

I ostatnia rzecz, jaką możemy powiedzieć o sakralności Maslenitsy. To święto było również pomnikiem. Chłopi wierzyli, że ich przodkowie, którzy znajdowali się duszami w krainie zmarłych, a ciałami w ziemi, mogli wpływać na jej płodność. Więc bardzo ważne było, aby nie złościć przodków i uczcić ich swoją uwagą. Najczęstszym sposobem nawiązania przyjaznych relacji z duchami była „trizna” - akty pamięci, które obejmowały ofiary, płacz żałobny, obfite posiłki. Wierzono, że sami zmarli byli niewidocznie zaangażowani w ten rytuał.

W rzeczywistości Maslenitsa była jedną z prób podejścia człowieka do tajemnicy życia i śmierci, rodzajem systemu, w którym cały kosmos postrzegany był jako niekończąca się seria umierania i zmartwychwstania, więdnięcia i rozkwitu, ciemności i światła, zimna i ciepła, jedności i walki przeciwieństw. Nawiasem mówiąc, stosunki intymne, w odróżnieniu od kultury śródziemnomorskiej i zachodnioeuropejskiej, były również postrzegane przez Słowian jako coś świętego, jako źródło nowego życia. I nawet rozkosz przyjemności nie była celem, ale świętym tłem, na którym powstawało nowe istnienie. Trudno teraz w to uwierzyć, ale to prawda.

Po przyjęciu chrześcijaństwa sakralne znaczenie praktycznie zniknęło, a jedyne, co pozostało, to jego zewnętrzne otoczenie i radość, jaką znamy z dzieł przedrewolucyjnych pisarzy i malarzy.

 

 

Tradycje, obyczaje i rytuały

Pierwszym ciekawym zwyczajem jest spożywanie produktów z nabiałem. O tym, że to prawosławne zasady już rozmawialiśmy. Ale masło, mleko, twarożek, naleśniki, kwaśna śmietana stały na stołach przodków na długo przed Chrztem Rosji! Chodzi o to, że pod koniec marca po raz pierwszy po zimie krowy przynoszą potomstwo, a w domach pojawiło się mleko. Ponieważ zimą niezwykle nierozsądne jest zabijanie bydła, a stare zapasy mięsa dobiegały końca, głównym źródłem białka była żywność mleczna i produkty z mąki. Stąd nazwa - Maslenitsa, Masnica, Blinnica.

Inną (być może nawet bardziej starożytną) nazwą tej uczty jest Kolodium. Przez cały tydzień, równolegle z innymi obrzędami, wiejskie kobiety wykonywały niesamowitą akcję - "kołodoczne życie". Brały gruby kij- kołodkę, ubierali go i wyobrażali sobie, jakby był człowiekiem. W poniedziałek kołodka "rodziła się", we wtorek – były "chrzciny", w środę "przeżywała" wszystkie inne momenty "życia", w czwartek kołodka "umierała", w piątek była "pochowana", a w sobotę "opłakiwana". Niedziela była kulminacja Kolodii.

Przez całe święto kobiety chodziły z kołodką po wsi i przywiązywały ją do każdego kawalera, panny czy po prostu samotnych ludzi. Oczywiście, nikt nie chciał chodzić z taką "etykietą", więc dawali kobietom pewną łapówkę. Mogły to być kolorowe wstążki, koraliki, napoje i słodycze.

Kolejną cechą tego święta - typową głównie dla Ukrainy i Białorusi - jest jego "kobiecość". Tam święto było naprzemiennie nazywane wśród ludzi - Babski Tydzień. Był on postrzegany jako okres, w którym główną rolę w obrzędach zabawy odgrywały kobiety płci pięknej. W tym czasie odbywały się zaręczyny, a w jeszcze bardziej starożytnej epoce  zawierano małżeństwa. To znaczy, że istniał ten sam kult płodności, o którym mówiliśmy powyżej. W tym przypadku zwrócono uwagę na wszystkie aspekty kobiecej egzystencji - dziewictwa (chwalono ideę pięknej dziewczyny i panny młodej), macierzyństwa (kobieta-matka, kobieta-opiekunka) i mądrości (stara kobieta, kobieta-poradnik).

Mówiąc o jedzeniu. Jest to bardzo ważny moment we wszystkich starożytnych słowiańskich świętach. Kiedy rodzina siadała do stołu, zaproszała swoich przodków do udziału w tym posiłku. Tradycyjne naleśniki mają również niezapomniane pochodzenie. Pod koniec XIX wieku rosyjski folklorysta Aleksander Afanasiew wpadł na pomysł, że naleśniki są obrazem Słońca.

 Istnieje jednak jeszcze jedna naukowa wersja, że słowiańskie naleśniki były pierwotnie chlebem pamiątkowym, z bardzo głęboką symboliką. Jest okrągły (odrobina wieczności), ciepły (odrobina ziemskiej radości), zrobiony z mąki, wody i mleka (odrobina życia). Przyczyną pamiętnego pochodzenia znanego smakołyka może być np. taki zwyczaj: w pierwszym dniu naleśniki umieszczano na strychu - "do leczenia zmarłych", lub wręczano je bezpośrednio ubogim, aby pamiętali o zmarłych.

Do elementów pamiątkowych należą również takie zwyczaje jak branie udziału w podbiciu śnieżnych miasteczek czy walki na pięści. Teraz ten rodzaj zabawy jest prawie nieszkodliwy, ale przedtem był bardzo niebezpieczny dla życia. Są to echa jeszcze bardziej starożytnej tradycji, gdzie krew przelana podczas takich bitew była postrzegana jako ofiara dla duchów zmarłych lub dla samych bogów.

 

 

 Ofiarą było również spalenie wielkiej szmacianej lalki - obrzęd ten odbywał się na zakończenie uczty, a prochy „stracha na wróble” były rozsypywane na polu, uświęcając ziemię. To samo święte znaczenie nadano pieśniom wiosennym śpiewanym przez dziewczęta w lesie, na obrzeżach, w gajach i na brzegach zbiorników wodnych - jakby wzywały one na ziemie siły dobra, prosiły o błogosławieństwo Matki Natury na początku nowego roku żniwnego.

I być może najbardziej pikantną tradycją był zwyczaj, w niektórych regionach Rosji (na przykład w obwodzie archangielskim) po objazdowej wycieczce po wsi kierownicy festiwalu - "Maslenitsa" i "Wojewoda" - rozbierali się do naga i w obecności wszystkich zebranych widzów naśladowali swoimi ruchami kąpiel w łaźni. W innych miejscowościach tylko Wojewoda był nagi i wygłoszał w tej formie uroczyste przemówienie, które kończyło uroczystość. Znaczenie tego "striptizu" jest teraz trudne do zrozumienia, ale przodkowie nadali mu nie tylko zabawne, ale i filozoficzne znaczenie. To był symbol śmierci, umierania i narodzin. Przecież człowiek rodzi się nagi, rozmnaża się nago i umierają, w rzeczywistości też nago, nie mając za duszą niczego, co można by zabrać ze sobą do grobu ...

 

Autor : Polina Ramnionak

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
3 + 10 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.