Jak Aleksiej Nawalny został powitany na lotnisku Wnukowo przez jego zwolenników i funkcjonariuszy struktur siłowych.

Zgodnie z obietnicą w zeszłą niedzielę Aleksiej Nawalny wrócił z Niemiec do Rosji rejsem o nazwie Pobieda. Gdy zgodnie z planem polityk doleciał na lotnisko Wnukowo, samolot nagle zawrócił w kierunku lotniska Szeremietiewo, a Nawalny został zatrzymany jeszcze przed kontrolą paszportową. Mimo to na lotnisku Wnukowo, według danych organizacji Biały Licznik, czekało na niego około dwóch tysięcy ludzi. Niektórzy przyjechali z innych miast – na przykład były mer Jekaterynburga Jewgienij Rojzman. Oczekującym na przylot Nawalnego nie przeszkodził nawet duży mróz. Dziesiątki samochodów do transportu więźniów, brutalne zatrzymania i zlot fanów piosenkarki Olgi Buzowej – korespondentka gazety Nowaja Gazieta opowiada o tym, co w tym dniu działo się na lotnisku, na które ostatecznie polityk nie dotarł.

„Nawalny rozwija turystykę wewnętrzną”

Mimo że Aleksiej Nawalny zapowiedział swój powrót już w połowie zeszłego tygodnia, w niedzielny poranek można było jedynie zgadywać, według jakiego scenariusza potoczą się wydarzenia. Wydawało się, że władza jest w pełni przygotowana na przybycie polityka na lotnisko Wnukowo – przy wejściu do terminalu stacjonowało już kilkadziesiąt samochodów więziennych, Federalna Służba Wojsk Gwardii Narodowej oraz pojazdy z napisami „rozminowanie”. Samo lotnisko na jeden dzień zostało zamknięte, według oficjalnej wersji – „w związku z sytuacją epidemiczną”, a do środka wpuszczano tylko pasażerów posiadających bilety i paszporty – również do hali przylotów.

W rezultacie sytuacja była komiczna. W samochodzie kupujemy kilka biletów na samolot, sugerując się internetową rozpiską aktualnych odlotów. Kierunków jest wiele – Krasnodar, Stawropol, Stambuł. Ale najbardziej opłacalny okazuje się Petersburg. Do Petersburga leci także dziennikarz Rosyjskiej Służby BBC Ilia Barabanow. Z kolei Lubow Sobol, prawniczka z Funduszu Walki z Korupcją (organizacja ta wpisana jest na listę organizacji non-profit pełniących funkcję zagranicznego agenta – przyp. red.) kupiła bilety do Kaliningradu, aktywista i aresztant nr 212 Konstantin Kotow do Woroneżu, ktoś leci do Ufy, a jeszcze ktoś inny do Jarosławia.

— To rekompensata dla linii lotniczych za wszystkie miesiące trwania pandemii – słychać śmiechy przy wejściu do lotniska.

— Nawalny rozwija turystykę wewnętrzną.

Ponad trzy godziny przed zaplanowanym przylotem Pobiedy pod lotniskiem stoi już kilkadziesiąt osób. Jednak w środku czeka ich jeszcze jedna niespodzianka – w międzynarodowej hali przylotów policja utworzyła barykadę. Nie można przez to dostrzec, kto wychodzi z zielonej strefy. Ludzie unoszą kamery nad głowy, obserwują strzeżoną strefę i skonsternowani zajmują miejsca obok niespodziewanej przeszkody. W niewielkiej wolnej przestrzeni obok wejścia stoi czterech funkcjonariuszy struktur siłowych.

W środku w ogóle jest nadzwyczaj dużo policjantów – funkcjonariusze struktur siłowych stoją przy wejściu, chodzą grupami po piętrze, bacznie obserwują dziennikarzy. Jeden z nich podchodzi do mnie i grzecznie prosi o wyłączenie dyktafonu lub opuszczenie budynku. Dzisiaj w hali przylotów używanie sprzętu tego typu jest zabronione, szczególnie przez dziennikarzy. Taka informacja została podana w piątek. „W celu niedopuszczenia do rozprzestrzeniania się koronawirusa” na lotnisku obowiązuje zakaz zgromadzeń, w tym także zakaz pracy dziennikarzy.

— Ci reporterzy są już całkiem bezczelni – mówi komuś po cichu pracownica lotniska.

Tymczasem przy barierkach formuje się kolejka. Ludzi wciąż przybywa, w celu okazania wsparcia politykowi przyszło już na pewno co najmniej kilkaset osób. Z początku wydaje się, że na przylot Nawalnego oczekują głównie studenci, jednak w tłumie można zobaczyć także ludzi starszych – na przykład reżysera Witalija Manskiego. Jedna z osób zaangażowanych w dochodzenie – Konstantin Kudriawcew – po publikacji nagrania jego rozmowy telefonicznej z Nawalnym zaczął pikietować pod budynkiem Federalnej Służby Bezpieczeństwa trzymając w rękach niebieskie majtki. Zdecydował, że przyjedzie na lotnisko, aby nie przegapić tak historycznego momentu. Nie boi się zatrzymania. W niewielkiej strefie nieogrodzonej barykadami spotykam Konstantina Kotowa, uczestnika tzw. sprawy moskiewskiej, który został skazany z artykułu Dadina*.

Kotow wyszedł na wolność pod koniec grudnia po tym, jak spędził w więzieniu ponad rok. Jak sam mówi – przyszedł dzisiaj na lotnisko, ponieważ zawsze wspierał polityka, uczestniczył w jego kampanii wyborczej w 2018 roku i  brał udział w jego mityngach.

— Teraz zdecydowanie trzeba przyjść i go wesprzeć, bo Aleksiej postąpił heroicznie decydując się na powrót do Rosji, czyli tak naprawdę poddając się więzieniu i represjom. Myślę, że każdy obywatel Rosji powinien choć trochę zademonstrować swoją odwagę – mówi Kotow.

Niektórzy zwolennicy Nawalnego przyjechali z innych miast. Koordynator sztabu Nawalnego w Rostowie Ksenia Seredkina opowiada, że razem z jednym ze zwolenników polityka – Romanem – przyjechała dziś do Moskwy autobusem. Droga zajęła im 18 godzin.

— On naprawdę potrzebuje naszego wsparcia. Mamy nadzieję, że wszystko odbędzie się na spokojnie, bez zatrzymań i prowokacji.

— Myślę, że to miejsce jest teraz szczególnie ważne. Tutaj tworzy się historia – mówi koordynator jekaterynburskiego sztabu, Aleksiej Greśko. Dziś rano przyleciał on do Moskwy z Jekaterynburga.

Na parterze lotniska trwa rzekomo zlot fanów Olgi Buzowej (sama piosenkarka napisała później na swoim Instagramie, że jej imię i popularność zostały wykorzystane bez jej wiedzy). Około czterdziestu uczestników próbuje śpiewać jedną z jej piosenek pod tytułem Mało połówek. W restauracji nieopodal siedzą pracownicy struktur Nawalnego – Rusłan Szawieddinow, Ilja Pachomienko i Lubow Sobol. Wkrótce dołącza do nich brat Aleksieja Nawalnego, Oleg, który odmawia mediom jakiegokolwiek komentarza.

Są przygotowani na różne scenariusze.

Sobol zabrała ze sobą nawet plecak z rzeczami, ponieważ nie liczyła na to, że bez zatrzymania uda jej się dostać chociaż na lotnisko.

Polityczka mówi, że cieszy się, że póki co wszystko odbywa się spokojnie, ale i tak nie może zrozumieć, po co „ten cały cyrk”.

— Bardzo się cieszę, że Nawalny wrócił do zdrowia na tyle, na ile pozwolił mu na to jego organizm i może przylecieć do Moskwy. To wszystko, co teraz się tu dzieje jest absurdalne i nie rozumiem, po co pod lotnisko zostały oddelegowane samochody do przewozu więźniów, w jakim celu odbywa się to zastraszanie zwykłych ludzi. Trudno jest przewidzieć działania władzy, dlatego że są one nieracjonalne. A ja jestem przyzwyczajona do kierowania się logiką – mówi polityczka.

Dodatkowo, zdaniem Sobol, władze rosyjskie często podejmują decyzje „w panice”, więc trudno jej powiedzieć, co zrobią, gdy wróci Nawalny. Po tym, jak polityk zapowiedział powrót do Rosji, moskiewskie Biuro Federalnej Służby ds. Wykonywania Kar zapowiedziało podjęcie „wszelkich działań w celu aresztowania” polityka, aż po decyzję sądu o zastąpieniu wyroku w zawieszeniu wyrokiem pozbawienia wolności w sprawie Yves Rocher.

— Nie chcę zgadywać i bawić się w politologa z jakimiś scenariuszami tego, co się tutaj wydarzy. Wiem na pewno, że przyjechaliśmy tutaj w pokojowym celu – spotkać się z obywatelem Federacji Rosyjskiej przylatującym z Berlina. Nie wiadomo, jak zachowa się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i organy ścigania - mówi Szawieddinow.

Komu ten bloger jest potrzebny

— Tamtą blondynkę i tamtego faceta, tak. Zabierzcie i idźcie.

— Zabieraj ich!

Hala przylotów została jakby przecięta przez cały pułk policji (w rzeczywistości jest tam 20-30 funkcjonariuszy). Wszyscy idą w stronę restauracji, w której znajdują się pracownicy Funduszu Walki z Korupcją. Dziesięciu umundurowanych otacza stoliki, przy których siedzą aktywiści. Policja zabiera Sobol, Szawieddinowa i asystenta Nawalnego Ilię Pachomienkę.

— Za co pana zatrzymują, panie Rusłanie?

— Za to, że chciałem spotkać się z Aleksiejem! – krzyczy Szawieddinow, dopóki dwóch policjantów nie wynosi go z lotniska.

Hala stopniowo pustoszeje, wraz z korespondentem „Nowej Gaziety” Władem Dokszynem wychodzimy na zewnątrz i biegniemy za zatrzymanymi. Po kilku godzinach spędzonych w budynku lotniska styczniowe -20 stopni szczypie w twarz i ręce. Biegniemy w stronę parkingu, na którym stoi samochód więzienny. Zabierają do niego pracownicę sztabu Nawalnego z Petersburga Anastasiję Kadetową oraz Konstantina Kotowa. Policjanci sprawdzają paszporty dziennikarzy.

Podchodzą również do Włada Dokszyna, który filmuje aresztowanie Szawieddinowa. Po tym, jak Wład pokazuje pierwszą stronę swojego paszportu, siłowik wyrywa mu dokument z rąk. Przerzuca strony. Uważnie przygląda się legitymacji prasowej. Podchodzi do mnie inny funkcjonariusz, też wyrywa mi z rąk paszport, widzi legitymację, dokładnie się jej przygląda, po czym prosi, żebym się oddaliła, „byle daleko”. Wład zostaje zabrany do samochodu więziennego. Kilku policjantów ustawia się w kordonie w pobliżu samochodu, co utrudnia nam podejście bliżej. Między nimi przechodzi Aleksiej Okopnyj, pracownik ośrodka E (Główny Urząd ds. Przeciwdziałania Ekstremizmowi przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej – przyp. tłum.).

Oddalam się od samochodu w stronę przystanku Aeroekspresu, żeby ogrzać trochę zmarznięte ręce. Z powodu niskiej temperatury utworzył się tutaj jeszcze jeden punkt zgromadzenia aktywistów – tutaj przynajmniej jest ciepło i przy wejściu nikt nie prosi o okazanie biletu. Przy budynku od strony ekspresu koczuje kilkadziesiąt osób.

Wewnątrz starsi ludzie żalą się, że nie mogą przejść bez biletu do hali przylotów i przywitać krewnych.

Podczas gdy z pozostałymi aktywistami próbujemy ogrzać się na przystanku, nagle nie wiadomo skąd wyłania się człowiek trzymający wielką flagę Rosji. Ubrany jest w czerwoną kurtkę, a na plecach przyczepiony ma plakat z napisem „Nawalny Yes”. Przebiega przez drogę i bez przeszkód wchodzi do budynku lotniska. Wchodzi w tłum i zaczyna wykrzykiwać hasła przeciwko Putinowi. Gdy zostaje zatrzymany zebrani na lotnisku zaczynają skandować: „Wstyd!”

Tymczasem przy barykadach zebrało się około setki ludzi – to dużo więcej niż jest w stanie pomieścić niewielka wolna przestrzeń w hali przylotów. Zebrani dyskutują o najnowszych wiadomościach, zatrzymaniach pracowników Funduszu Walki z Korupcją i snują prognozy, co może wydarzyć się wieczorem.

— Jaki sens ma rezerwacja biletów na samolot, jeśli nie zdążymy nawet zobaczyć Nawalnego, bo aresztują go już wcześniej? Lepiej tutaj zaczekać – mówi mężczyzna w niebieskiej kurtce stojący obok mnie.

— Sami sobie zebrali ten tłum w czasie pandemii –  wysoki chłopak w okularach mówi zdenerwowany.

Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, za ogrodzeniem zaczynają błyskać dziesiątki czarnych hełmów. Z głośników dobiegają polecenia: „Prosimy o wyjście na zewnątrz. Wejście na lotnisko możliwe jest tylko po okazaniu biletów lotniczych”,„ Nie przeszkadzać w przejściu obywateli”. OMON zagania ludzi w okrąg i zaczyna ich wypędzać, robi się ogromny ścisk. W odpowiedzi na te działania tłum krzyczy: „Kto chce przejść, ten przejdzie”.

Podczas gdy okrąg coraz bardziej się zaciska, służby bezpieczeństwa rozpoczynają widowiskowe zatrzymanie. Ze strefy wejścia wynoszą za ręce i nogi dziewczynę w zielonej kurtce i rzucają ją przy samym wejściu. Inni pomagają jej wstać, a dziewczyna krzyczy: „faszyści”. Dwie kobiety przez ścisk zderzyły się ze sobą w drzwiach.

— A z kim się pani przyszła spotkać?

— A jak pani myśli?

Obie wybuchają śmiechem.

Zatrzymania trwają. Czterech policjantów wynosi z budynku chłopaka w białej puchowej kurtce. Rzucają go na ziemię przy wejściu na lotnisko.

— Pomóż! – krzyczy jeden z funkcjonariuszy.

— Trzymaj go! – drugi chwyta mężczyznę.

Na okrzyk przybiega ośmiu funkcjonariuszy struktur siłowych, dwóch z nich przyciska chłopaka nogami do asfaltu, pozostali przeganiają tłum. Po jakimś czasie funkcjonariusze próbują podnieść mężczyznę jeszcze raz, lecz znowu upuszczają go na asfalt – i tak jeszcze dwa, trzy razy. W końcu po prostu wloką go po ziemi dalej od wejścia. Słychać wycie syren policyjnych radiowozów.

— Niech ktoś poda mi rękę! To boli. Czemu tak stoicie? – krzyczy mężczyzna, po raz kolejny uderzając o ziemię.

Gdy jakiś mężczyzna chce mu pomóc, rzuca się na niego policjant i przyciska do ściany. Gdzieś obok dokładnie tak samo traktują dziewczynę z różowym plecakiem i jeszcze kilka innych młodych osób. Po oczyszczeniu strefy wejścia OMON-owcy z pałkami i w hełmach blokują kordonem przejście.

Między zebranymi przechadzają się dziesiątki funkcjonariuszy struktur siłowych. W tłumie zaczyna krążyć informacja, że lotnisko Wnukowo zostało zamknięte. Dziewczyna z dwiema walizkami i wydrukowanym biletem płacze i próbuje przekonać funkcjonariusza OMON-u, że naprawdę za chwilę odlatuje jej samolot. Przez tłum przeciska się mężczyzna z dzieckiem na rękach i torbą podróżną.

W pewnej grupie turystów podnoszą się krzyki: „No i komu jest potrzebny ten wasz bloger?”

Po każdej salwie wykrzykiwanych haseł zwiększa się liczba zatrzymanych.

Około siódmej wieczorem pod lotniskiem stoi już 500 osób – ludzie zajmują praktycznie cały teren wejścia do terminalu i wyjścia do Aeroekspresu. W tłumie coraz głośniej wybrzmiewają urywki nowych informacji, z coraz większą częstotliwością powtarza się hasło „Rosja będzie wolna”. Policja kontynuuje zatrzymania i jeszcze mocniej odgradza ludzi od wejścia na lotnisko. Gdy samolot rejsu Pobieda zaczyna krążyć nad lotniskiem, rozmowy w tłumie stają się coraz głośniejsze.

Leci do Kaługi. Tak, na pewno do Kaługi leci.

— To co? Jedziemy na lotnisko Szeremietiewo?

— Ja to w ogóle pomyślałem, że trzeba do jego mieszkania na Marjino pojechać, żeby tam go już na pewno zastać. Już tam na pewno zebrało się kilkanaście osób – dyskutują zebrani.

Gdy samolot ląduje na lotnisku Szeremietiewo ludzie skandują „Hura!”, „Wstyd!”, „Nasz prezydent Nawalny!”. Obok mnie do samochodu więziennego czterech policjantów prowadzi mężczyznę w czerwonej czapce. Łącznie na lotnisku Wnukowo, według danych projektu OWD-info (organizacja ta wpisana jest na listę organizacji non-profit pełniących funkcję zagranicznego agenta – przyp. red.), zatrzymanych zostało 55 osób.

*Artykuł Dadina – artykuł  212.1 kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej („niejednokrotne naruszenie ustanowionego porządku organizacji lub przeprowadzenia zebrania, mityngu, demonstracji, marszu lub pikietowania”), nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiego aktywisty Ildara Dadina, który jako pierwszy został skazany na karę pozbawienia wolności  na podstawie tego artykułu – przyp. tłum.

Tłumaczyła Magdalena Diadenkova

Autor: Daria Kozłowa

źródło: novayagazeta.ru

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
2 + 5 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.