Sąd zaczął rozpatrywać sprawę Aleksieja Nawalnego oskarżonego o zniesławienie 94-letniego weterana. Pokrzywdzony został przesłuchany w trybie online w obecności drugiego sędziego, który w trakcie posiedzenia musiał wezwać do kombatanta karetkę.

Sędzia pokoju Wiera Akimowa rozpoczęła rozprawę w związku ze sprawą karną przeciwko Aleksiejowi Nawalnemu oskarżonemu o zniesławienie (art. 128.1 KK) weterana II Wojny Światowej Ignata Artiomienki. Posiedzenie odbyło się na terytorium sądu Rejonu Babuszkinskiego w Moskwie.

W piętek 5 lutego na procesie zdążył pojawić się 94-letni pokrzywdzony, który w trakcie rozprawy źle się poczuł; obecnych było także kilkoro świadków. Nawalny, który trzy dni wcześniej został skazany na więzienie w kolonii karnej w związku z wyrokiem z 2014 roku, mówił podniesionym głosem, a oskarżyciela w sprawie – wnuka weterana – oskarżył o „handel dziadkiem”. 

Sprawę o zniesławienie prowadzoną przeciwko Nawalnemu wszczęto z powodu komentarza polityka na Twitterze i Telegramie w związku z materiałem wideo telewizji Russia Today, w którym okazano aprobatę dla zmian w konstytucji. Wśród osób, które wystąpiły w materiale (wraz z kosmonautą Olegiem Kononienką, producentem sera Olegiem Sirotą, artystą Wasilijem Łanowem oraz dizajnerem Artemijem Lebiediewem) był również pułkownik Artiomienko. Nawalny skomentował film nazywając występujących „bandą sprzedajnych lokajów”.

Tydzień później agencja RIA Nowosti, powołując się na słowa wnuka weterana Igora Kolesnikowa, powiadomiła o pogorszeniu stanu zdrowia Artiomienki po wypowiedzi Nawalnego i komitet śledczy wszczął sprawę karną o zniesławienie. Nawalny wszczęcie nowej sprawy powiązał z upływem terminu wyroków w zawieszeniu swoich poprzednich spraw.

„Wymagano ode mnie, żebym przeciwstawił się czemuś świętemu”

Ignat Artiomienko uczestniczył w rozprawie ze swojego domu za pośrednictwem łącza wideo. Siedział nieruchomo przed kamerą w mundurze z nagrodami i maseczką na twarzy. Nawalny na początku posiedzenia domagał się, by 94-letniemu mężczyźnie pozwolono ściągnąć maskę: „Wysoki Sądzie, jeśli za chwilę dostanie ataku serca, to wy będziecie winni” – powiedział. Sędzia wyraziła sprzeciw mówiąc, że „nikt nie odwołał obowiązujących norm sanitarnych”.

Nawalny twierdzi, że nie zna pokrzywdzonego i nie wie o nim nic oprócz tego, że jego krewni „wykorzystują go w perfidny sposób”.

Polityk uważa również, że sprawa została sfabrykowana. „Wiem, że sprawy nie sfingował  Komitet Śledczy, lecz PR-rowcy, sama jej konstrukcja oparta jest na pijarze. Potrzebny był chytry plan – żebym nie stał w opozycji do sprzedajnych sędziów, czy prokuratorów bez sumienia, a do czegoś większego i świętszego” – oznajmił Nawalny.

„Prześladowanie Nawalnego ściśle wiąże się z jego aktywną działalnością polityczną, krytyką prezydenta Rosji i śledztwami antykorupcyjnymi. Celem tej sprawy jest próba przeszkodzenia Nawalnemu w udziale w nadchodzących wyborach do Dumy Państwowej oraz wyborach prezydenckich” – powiedział Wadim Kobzew, adwokat opozycjonisty.

Akt oskarżenia przedstawiła prokurator Jekaterina Frołowa – to ona trzy dni wcześniej uczestniczyła w procesie o zamianie kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na karę bezwzględnego pozbawienia wolności dla Nawalnego w związku ze sprawą Ives Rocher. Odczytując oskarżenie oznajmiła, że w postach Nawalnego umieszczonych na Twitterze i Telegramie „przedstawione zostały nieprawdziwe informacje oraz negatywny stosunek Nawalnego do Artiomienki” i, ponieważ z publikacjami mogła mieć styczność nieograniczona liczba osób, pokrzywdzony doznał uszczerbku moralnego.

Dwie sędzie

Nawalny przed przesłuchaniem pokrzywdzonego nie był pewien, czy kombatant jest świadomy tego, co się dzieje. „Żądam, żeby sam odpowiadał na pytania, a nie ta kobieta w różowym” – powiedział opozycjonista, mając na myśli córkę weterana siedzącą z nim przed kamerą.

Adwokat Nawalnego Olga Michajłowa zażądała wyjaśnienia, kto i jak zapewniał łącze wideo w mieszkaniu weterana oraz kto oprócz niego w nim się znajdował. Nawalny domagał się także ujawnienia, „kto prowadzi ten proces, by móc spojrzeć tym osobom w oczy”.

Sędzia wyjaśniła, że na jej polecenie do Artiomienki został wysłany inny sędzia, aby poinformować go o przysługujących mu prawach i  uprzedzić o odpowiedzialności za składanie zeznań” oraz zapewnić „obiektywność procesu”.

Artiomienko pojawił się po krótkiej przerwie technicznej, a w kadrze od czasu do czasu pojawiała się sędzia Babuszkinskiego Sądu. „W czerwcu dowiedziałem się, że Nawalny nazwał mnie zdrajcą mojej ojczyzny i bardzo mnie to zasmuciło. Muszę bronić swojego honoru. Składałem już szczegółowe zeznania w trakcie śledztwa, a teraz źle się czuję i proszę o przerwanie przesłuchania. Chcę, żeby Nawalny mnie przeprosił, również ku pamięci aktora Łanowoja – oznajmił weteran.

Frołowa odczytała jego pisemne zeznania złożone podczas śledztwa. Artiomienko zeznał wtedy, że urodził się w obwodzie mogileńskim i od 15 roku życia pomagał partyzantom zbierając broń i amunicję pozostawioną na polach walk, został aresztowany przez Niemców. W 1944 r. wstąpił do wojska, został skierowany na 2 Front Białoruski i podczas jednej z operacji wywiadowczych został ranny w kręgosłup i nogę. Po wojnie służył w Niemczech do 1952 r., po czym powrócił i wstąpił do sztabu głównego Sił Powietrznych, a następnie w 1982 r. przeszedł do rezerwy w randze pułkownika inżyniera.

Występując w materiale RT jako zwolennik poprawek do konstytucji Artiomienko działał z pobudek patriotycznych – nie zaoferowano i nie wypłacono mu żadnego honorarium, zaznaczył weteran. O komentarzu Nawalnego dowiedział się od swojej opiekunki Ziny. „To było dla mnie bardzo przykre. Nie rozumiałem, jak Nawalny nie znając mnie mógł wypowiedzieć takie słowa, które mógł przeczytać cały kraj. Długo mnie to martwiło, podupadłem na zdrowiu. Chcę, żeby Nawalny mnie przeprosił. Wszystko w swoim życiu robiłem zawsze bezinteresownie. Nie jestem sługusem, człowiekiem pozbawionym sumienia, czy hańbą dla kraju, lecz jego wiernym synem” – słowa te znalazły się w zeznaniach weterana.

Po tym Artiomienko poprosił o przerwę z powodu złego samopoczucia. Według sędzi do weterana została wezwana karetka. Na posiedzenie już nie wrócił.

„Już na początku posiedzenia mówiłem, że trzeba będzie wzywać do niego pogotowie. Żeby nie mówiono potem, że to proces go wykończył” – powiedział Nawalny. Zwrócił się do sądu: „Będziecie się smażyć w piekle za to, że wzięliście tego starca, nawieszaliście na nim medale i zmusiliście do czytania z kartki tekstu, który sami mu napisaliście”.

„Wysoki sądzie, proszę o zapisanie w protokole również mojej uwagi. Stan zdrowia pokrzywdzonego spowodowany jest zachowaniem pozwanego” – oponowała prokurator.

„Jak postąpiliby białoruscy partyzanci?”

Na prośbę prokurator podczas procesu zostało przesłuchanych kilkoro świadków.

Galina Margulis, 94-letnia sąsiadka Artiomienki i były sekretarz Rady Weteranów: o tym, że jej znajomy został zniesławiony dowiedziała się z reportażu w telewizji. Pytania Nawalnego dotyczyły głównie jakości życia weteranów. „Jak pani myśli, jak białoruscy partyzanci postąpiliby z ludźmi, którzy ukradli im emerytury i zbudowali za nie pałac? Mieszka pani w tym samym domu co Ignat Siergiejewicz? Proszę powiedzieć, czy wiedzie on dobre, bogate życie? Czy uważa pani, że za to, że emerytura rosyjskiego weterana wojennego jest około 12 razy niższa niż emerytura niemieckiego żołnierza, który wojnę przegrał, odpowiadają ci, którzy okupowali nasz kraj?” – Sędzia uchyliła prawie wszystkie pytania zadane przez Nawalnego. Po przesłuchaniu emerytka życzyła Nawalnemu „zaprzestania obrażania zasłużonych ludzi”, a ten obiecał jej, że zawalczy o podwyżkę emerytur.

Władimir Akimow, 27-letni mieszkaniec obwodu penzeńskiego, twierdzi, że o wypowiedzi Nawalnego dowiedział się z grupy politycznej w serwisie VKontakte, więc oburzony zwrócił się do organów ścigania.

„Dlaczego uważa pan, że materiał zawiera oszczerstwa?” – zapytała adwokat Olga Michajłowa. „A pani uważa, że nie zawiera? Tu chodzi o ludzi, którzy przelali krew za nasz kraj – odparł świadek. „A z powodu Artemija Lebiediewa (który również wystąpił w materiale telewizji Russia Today) również jest panu przykro?” – zainteresował się Nawalny. „Jest mi przykro z powodu ich wszystkich. Po prostu są tam również inni ludzie, zdrowi i bogaci”.

„Czy zna pan taką frazę:„ Jedna Rosja to partia oszustów i złodziei”? - kontynuował Nawalny. „Uważa pan, że tym zwrotem obraziłem każdego członka partii Jedna Rosja?” – Świadek nie odpowiedział.

Zinat Timurowa, opiekunka Artiomienki: to od niej pułkownik dowiedział się o komentarzu Nawalnego na temat jego udziału w materiale. Twierdzi, że link do filmu przesłał jej wnuk weterana Igor Kolesnikow, który poprosił o pokazanie go dziadkowi. W innym razie emeryt o skandalu mógłby dowiedzieć się z telewizji, a to byłoby znacznie gorsze. Następnego dnia trzeba było wezwać do emeryta karetkę. O swoim podopiecznym Zinat wypowiadała się używając wyłącznie określenia pułkownik, płacząc podczas opowiadania o swoich doświadczeniach: „Pracuję u niego od czterech lat. Zawsze opowiada o wojnie. Mówi: wojna odebrała mi dzieciństwo”.

Igor Kolesnikow, wnuk Artiomienki. powiedział, że o tweecie Nawalnego dowiedział się od dziennikarzy: „Zaczęli dzwonić i pytać, co o tym myślę”. Następnie nieznane osoby udostępniły w sieci numer rejestracyjny samochodu i inne dane osobowe Kolesnikowa. Wnuk weterana twierdzi, że jego rodzina nie otrzymała wynagrodzenia za udział Artiomienki w materiale Russia Today, a jedynie podarunek na święta. Jego przesłuchanie od pierwszej minuty przypominało potyczkę z oskarżonym, który nazwał go „nikim”. „Jedyny problem z pana dziadkiem polega na tym, że wychował wnuka-prostytutkę” – powiedział mu Nawalny. „Czytałem już, że ten człowiek życzy mi, by moja rodzina spłonęła w piekle i że otrzymujemy korzyści finansowe za naszego dziadka. Mam wielką nadzieję, że będzie w stanie to udowodnić” – powiedział Kolesnikow, wzywając Nawalnego „do bycia mężczyzną”. „O smażeniu się w piekle powiedziałem zwracając się do sędzi, a pan po prostu handluje własnym dziadkiem” – poprawił go Nawalny.

Zarzuty obrony

Nawalny i jego obrona zwrócili uwagę na to, że z pięciorga uczestników rozprawy troje – pułkownik, jego sąsiadka oraz opiekunka, byli przesłuchiwani zdalnie za pomocą łącza wideo. Obrona podejrzewała, że wyjaśnienia czytają z kartki lub ekranu komputera, a w pokojach, w których siedzą, obecni są ludzie, z którymi się konsultują.

94-letnia Margulis utrzymywała, że opozycjonista zniesławił pułkownika nie w poście, a w materiale wideo, a o całej sytuacji dowiedziała się z telewizji.

Władimir Akimow na początku przesłuchania oznajmił, że złożył skargę na opozycjonistę do Komitetu Śledczego, a gdy obrona Nawalnego zażądała od niego przedstawienia tej skargi Akimow po kilku minutach odczytał wniosek złożony nie do Komitetu Śledczego, a do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który dodatkowo był skargą do sprawy dotyczącej wykroczenia.

Kolesnikow oświadczył, że ani on, ani jego dziadek nie pisali samodzielnie skarg na Nawalnego, mimo że w jednym z tomów akt sprawy obrona znalazła oświadczenie podpisane przez jednego z mężczyzn.

"Nie tylko nie orzekacie w tej sprawie, ale nawet nie umiecie porządnie jej sfabrykować. Czuję się urażony” – krzyczał Nawalny w stronę sędzi, zanim ta poleciła adwokatom „uspokoić swojego klienta” i zarządziła przerwę.

Tłumaczyła Magdalena Diadenkova

Autor: Margarita Aliechina

źródło: rbc.ru

 

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
6 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.