Znowu o korytarzu gospodarczym
Od momentu, w którym w obecności przywódców Mongolii, Rosji i Chin podpisany został Program Stworzenia Korytarza Gospodarczego między naszymi krajami, temat Szlaku Herbacianego stał się nie tylko modny, lecz również aktualny. Chodzi o to, że w planie przedsięwzięć związanych z realizacją tegoż programu w punkcie 29. padły dokładnie takie słowa: „Promocja marki Wielkiego Szlaku Herbacianego”. Od tej chwili tematem tym musiały się już zająć organy państwowe z sektora turystyki naszych trzech krajów. Najbardziej odpowiedzialnie do tego tematu podeszli jak zwykle Chińczycy. Na arenie międzypaństwowej temat Wielkiego Szlaku Herbacianego został przypisany Departamentowi Turystyki Regionu Autonomicznego Mongolii Wewnętrznej. W związku z tym stworzone zostało tzw. Konsorcjum Wielkiego Szlaku Herbacianego (którego członkami są przede wszystkim urzędnicy z sektora turystyki miast i regionów leżących wzdłuż zaproponowanej międzynarodowej trasy turystycznej), zorganizowano kilka wycieczek przez Harbin aż po Irkuck, dwa-trzy przejazdy demonstracyjne samochodami z hasłami o Wielkim Szlaku Herbacianym oraz odbyło się kilka eventów, między innymi trzy „spotkania ministrów turystyki Rosji, Mongolii i Chin”.

Była jednak jeszcze jedna płaszczyzna, na której temat Szlaku Herbacianego również był podejmowany w skali międzynarodowej, a dokładniej na posiedzeniach grup pracujących nad realizacją Korytarza Gospodarczego. Na nich również miałem okazję występować z prezentacjami i referatami. Przedstawialiśmy nasz projekt o tytule Odrodzenie Szlaku Herbacianego. Tworzenie punktów oparcia, w którym wychodzimy z propozycją kształtowania infrastruktury tego międzynarodowego szlaku turystycznego na bazie tak zwanych urtonów – kompleksowych obiektów łączących w sobie zwykłą przydrożną infrastrukturę ze specjalistycznymi obiektami turystycznymi, na przykład z historycznymi parkami tematycznymi, właśnie związanymi ze Szlakiem Herbacianym. Przypomnę, że urtony były stacjami pocztowymi w czasach chana Ugedeja.

Udało mi się osobiście przeprowadzić negocjacje na temat Szlaku Herbacianego z prezydentem Mongolii Ch. Battulgą, który tą kwestią był szczerze zainteresowany. Opowiedziałem mu, że Wielki Szlak Herbaciany nie jest po prostu gigantyczną podróżą gastronomiczną, lecz określa ogólny kierunek chińskiego potoku turystycznego do Rosji – prowadzącego również przez Mongolię. Powiedziałem prezydentowi Battuldze, że aby Mongolia mogła otrzymać odczuwalne zyski ze Szlaku Herbacianego i turystyki ogółem (rzeczywiście zauważalne w strukturze PKB), musi stworzyć takie warunki, w których dziesiątki tysięcy chińskich turystów będą mogły dotrzeć nad Bajkał przez Mongolię. A to oznacza, że należy przynajmniej rozwiązać kwestię albo całkowitego zniesienia wiz dla obywateli Chin, albo wydawania wiz elektronicznych praktycznie każdemu, kto chciałby udać się w podróż tymże szlakiem.

Tylko wtedy jadący przez Mongolię chińscy turyści będą kupować lokalne towary i artykuły spożywcze, płacić za noclegi, a tym samym generować konkretny wkład w polepszenie poziomu społeczno-gospodarczego lokalnej ludności. Jednak aby tak się stało konieczne jest udzielenie miejscowym pewnych wskazówek. W przeciwnym wypadku ludzie szybko poczują się zmęczeni zwiększającą się liczbą Chińczyków w ich miejscu zamieszkania i po prostu zaczną się z nimi bić… Jeśli w Mongolii nie zmieni się stosunek do chińskich turystów, jeśli nie zapewni się im bezpieczeństwa oraz przynajmniej minimalnej ochrony przed oddziaływaniem potoku turystów z Chin zarówno na przyrodę Mongolii, jak i na jej ludność, to plany związane z przyjmowaniem rocznie jednego miliona turystów (a wraz z nimi – miliardy dolarów przychodu z turystyki) pozostaną w sferze marzeń. Wszystko dlatego, że Chińczykom, czyli najbliższym sąsiadom Mongołów, ani jeden rynek turystyczny (Europa, USA, Japonia itd.) nie zapewni gwałtownego wzrostu turystyki wjazdowej do kraju. Dodatkowo Chińczycy, w odróżnieniu od zachodnich turystów, przez cały rok mogą bez przeszkód jeździć nad Bajkał przez Mongolię.

Mongolia nie potrzebuje chińskich turystów?!…
Ch. Battulga, zanim został prezydentem Mongolii, na poważnie zajmował się biznesem, między innymi turystycznym. Dlatego dobrze rozumie, jak ważną rolę w gospodarce Mongolii odgrywa turystyka. Jednak od wielu mongolskich urzędników niejednokrotnie słyszałem, że „nie potrzebujemy chińskich turystów! Boimy się Chińczyków!”.

Tym sposobem powoli wyrabiałem sobie zdanie o tym, że Mongolia nie tylko nie jest gotowa na poważne zajęcie się problematyką Szlaku Herbacianego ryzykując tym samym zamrożenie ogromnych, a do tego odnawialnych zasobów, ale będzie również poważną przeszkodą na drodze chińskiego potoku turystycznego zmierzającego w kierunku Bajkału. Jeśli chińscy turyści nie będą mogli prostą drogą dostać się do Rosji przez Mongolię, to albo będą jechać przez Mandżurię i Zabajkalsk, albo przylecą do Irkucka/ Ułan Ude samolotem, lub też w ogóle wybiorą sobie inny kraj do odwiedzenia, na przykład Wietnam. A to już bezpośrednio dotyczy Rosji. Taką sytuację z Mongolią należałoby wziąć pod uwagę w prognozach rozwoju gospodarczego regionów Syberii z uwzględnieniem kształtowania się infrastruktury turystycznej w Buriacji i obwodzie irkuckim, w Zabajkalu. Można przykładowo zadać pytanie: jak należałoby zaplanować infrastrukturę przejścia granicznego Mondy- Chanch (to nieopodal mongolskiego jeziora Chubsuguł) – uwzględniając chińskich turystów, czy nie?!

W tym przypadku, jeśli potencjalny potok chińskich turystów skieruje się w stronę Mandżurii i Zabajkalska to naturalnie będzie on znacznie mniejszy, niż mógłby być – to jedna kwestia, a druga… Mongolia straci miliony (jeśli nie miliardy w dłuższej perspektywie czasu) dolarów ze swojego budżetu. I to wszystko dlatego, że obecnie w Mongolii nikt, nawet na najwyższych szczeblach sektora turystycznego, nie chce zająć się problematyką Szlaku Herbacianego. Nie ma ani jednego zespołu naukowego, ani jednej grupy, która, że tak to ujmę, przeanalizowałaby doświadczenie innych krajów w neutralizacji ryzyka i negatywnych skutków turystyki. Przykładowo, doświadczenie chociażby Korei Północnej, gdzie, pomijając kolosalne koszty i ryzyko związane z ideologią i polityką, wcale nie rezygnuje się z przyjmowania turystów ze znienawidzonej Korei Południowej!

Mongołowie wcale nie chcą widzieć Chińczyków (chociażby nawet turystów) na swoim terytorium, w swoich somonach, a tym bardziej w Ułan Bator. Dlatego trzeba poszukać opcji, przy których prawdopodobieństwo zetknięcia się turystów z ludnością będzie maksymalnie ograniczone. I ten problem da się rozwiązać.

Co robić?
Mając całkiem spore doświadczenie w pracy w turystyce (a dokładnie od roku 1980) oraz w prawdziwym sektorze turystycznym w charakterze urzędnika na stopniu regionalnym, zwiedziwszy wiele ajmaków Mongolii, zebrawszy doświadczenie w rozwoju turystyki ekologicznej w innych krajach chcę opowiedzieć o swoich wyobrażeniach na temat perspektyw rozwoju chińskiej turystyki w Mongolii.

Po pierwsze – uważam, że Mongolia rzeczywiście nie powinna rezygnować z włączenia do efektywnego obrotu gospodarczego tych zasobów turystycznych, które będą pożądane przez chińskich turystów. Jednak należy wspomnieć, że tak naprawdę Chińczyków w Mongolii interesuje niewiele. Przyroda w Mongolii Wewnętrznej jest bardzo podobna, a w niektórych miejscach dużo bardziej intensywna i wyrazista. Kultura mongolska jest identyczna po obu stronach granicy. Dlatego należy stworzyć nową motywację do tego, by  móc jak najdłużej zatrzymać na swoim terytorium każdego chińskiego turystę. Czyli otrzymać zysk nie z jednego dnia jego pobytu, a z dwóch, trzech. Trzeba przykładowo uświadamiać chińskich turystów, że mogą oni w Mongolii kupić europejskie marki kosmetyków, odzieży, czy obuwia. Mało kto w Chinach wie, że w Mongolii mamy dobrej jakości naturalne artykuły spożywcze. A główną motywacją jest to, że w Mongolii zachował się tradycyjny koczowniczy styl życia i przyroda, w którą nie ingerował człowiek. Dlatego nie należy oferować chińskim turystom stolicy Ułan Bator, a pokazywać im takie trasy, które mogłyby nosić miano Herbacianego Szlaku.

Zielony Szlak Herbaciany
Szlak ten mógłby zaczynać się w ajmaku Alxa w Mongolii Wewnętrznej, w chorągwi Ejin Qi. Trasa takiego szlaku zaznaczona jest zieloną linią na mapie na kolejnych stronach. Przechodzi ona przez punkt kontroli granicznej Port Ceke (Chiny) – Sziwee Churen (Mongolia) i somon Gurwantes, dokąd prowadzi wybudowana już droga z Chin. Stamtąd – nad jezioro Orog nuur, następnie przez góry Changaj z zahaczeniem o jezioro Terchijn Cagaan nuur. A stamtąd zaś jest już całkiem blisko do jeziora Chubsuguł, które z kolei oddalone jest od jeziora Bajkał o zaledwie 200 km. Kto zna Mongolię potwierdzi, że trasa ta zapewni turystom możliwość zapoznania się z najważniejszymi strefami przyrodniczymi tego kraju. A żeby chińscy turyści mieli chociaż ogólne wyobrażenie o Rosji w zupełności wystarczy im odwiedzenie Ułan Ude, Irkucka i słynnego na skalę światową jeziora Bajkał.

Rozumiem, jak nierealnym wydaje się dzisiaj projekt tej szczególnej trasy samochodowej dla turystów z Chin po terytorium Mongolii! Rząd przecież nie ma nawet pieniędzy na remont istniejących już dróg! Jednak nowa południkowa droga państwowa Mongolii i tak jest potrzebna. Można powiedzieć, że tutaj, w rejonie Ceke – Sziwee Churen, istnieje już jej początek, ponieważ od granicy z Chinami do miejscowości Narijn Suchajt, w której znajdują się złoża węgla, wybudowano 56-kilometrową drogę. Stamtąd została ona przedłużona do Gurwantesu (to kolejne 25 km), a to oznacza, że istnieje już co najmniej 80 km tej trasy południkowej! Trzeba znaleźć sposób, aby przedłużyć ją na północ! Skąd wziąć pieniądze na taką drogę?! Może trzeba będzie wykorzystać fakt, iż Chińska Republika Ludowa przeznacza dziś ogromne środki na inicjatywę o nazwie Jeden pas, jedna droga? A do tego Xi Jinping niejednokrotnie już wspominał o tym, że Szlak Herbaciany jest Północnym korytarzem Pasa i Drogi. To właśnie dzisiaj można, a wręcz trzeba wykorzystać moment, bowiem, mówiąc dosłownie, jutro temat ten może stać się dla Chin nieaktualny.

Dzięki Mongolii światowy rynek turystyczny może zyskać międzynarodową trasę – Zielony Szlak Herbaciany. Zielony – nie tylko dlatego, że umożliwia zatopienie się w naturalnym środowisku przyrodniczym, zobaczenie różnorodnych pejzaży w kilku różnych strefach przyrodniczych – od pustyni po górską tajgę, ale również dlatego, że punkty oparcia, kempingi/urtony na tej drodze powinny pełnić funkcję małych oaz, które będą przystanią nie tylko dla ptaków wędrownych, ale także dla innych zwierząt. Obszarów wzdłuż tej trasy zamieszkuje mało miejscowej ludności, która jednak ucieszy się z napływu turystów, ponieważ będzie mogła na nich zarobić. A turystów przyciągnie możliwość przejazdu przez Mongolię po dobrej drodze w wygodnym autobusie, a jednocześnie przemierzenia miejsc prawie nietkniętych przez cywilizację. Gdyby taka droga istniała (a przy niej urtony) to dla Mongolii byłaby ona swego rodzaju turystyczną koleją transsyberyjską, wzdłuż której, tak samo jak na Syberii, zaczęłyby kształtować się grupy ludności, jednak tutaj specjalizowałyby się one w turystyce, w wytwarzaniu w ramach biznesu turystycznego produktów związanych z rolnictwem i pamiątkami. Trasa ta mogłaby stać się punktem oparcia dla decentralizacji, której obecnie Mongolia bardzo potrzebuje. Inaczej bowiem cały kraj przeniesie się do Ułan Bator...

Kończąc chcę powiedzieć:
W najbliższym czasie Chiny zderzą się z problemem gwałtownego spadku popytu na wycieczki turystyczne do Europy, USA, jak również do wielu innych krajów, bowiem Chińczycy będą się po prostu bali jeździć do tych miejsc. Rosja jednak, mimo koronawirusa, praktycznie nie zmieniła swojego stosunku do nich. Chociaż oczywiście nie obyło się bez ekscesów. Dlatego projekt Zielony Szlak Herbaciany daje możliwość stworzenia nowego i bardzo przestronnego korytarza dla wymiany turystycznej między Rosją a Chinami. Gdy zostanie on wybudowany możliwe będzie ukształtowanie stabilnego popytu również wśród rosyjskich turystów na wycieczki nową trasą do Chin. Oczywiście pojawi się wtedy wyjątkowa możliwość, aby w ciągu jednej wyprawy zobaczyć ojczyznę Czyngis-chana oraz unikatowe obiekty przyrodnicze i kulturowe Mongolii Wewnętrznej (na przykład kończąc podróż w mieście Hohhot lub w Pekinie).

Temat Nowego Wielkiego Szlaku Herbacianego dziś, kiedy cały światowy przemysł turystyczny z powodu koronawirusa jedną nogą jest już w grobie, wygląda, delikatnie mówiąc, nieaktualnie! Jednak z drugiej strony kryzys ten pcha nas w stronę poszukiwania nowych sposobów na współpracę, na wejście całego systemu stosunków międzynarodowych na nowy poziom. Kryzys popycha także nas, trzy sąsiadujące ze sobą kraje, w stronę bardziej odpowiedzialnego potraktowania kwestii związanej z przyspieszeniem realizacji projektu Korytarza Gospodarczego Chiny-Mongolia-Rosja i jego składnika ze sfery turystyki – Zielonego Szlaku Herbacianego.

 
 

Władimir Biereżnych, redaktor naczelny projektu wydawniczego Przegląd Euroazjatycki

Tłumaczenie: Magdalena Diadenkova

Źródło: http://www.mongolnow.com/chajnyj-put-kuda-i-kak-idti/

 

 

Państwo: 
Dział: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
3 + 12 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.