"Nie ma legalnych sposobów na zmianę wadzy". Na Białorusi po raz pierwszy od 10 lat cały kraj protestuje przeciwko Łukaszence. Protestujących ludzi napastuje i aresztuje policja. Przeprowadzono rozmowę z jedną z uczestniczek akcji.

 

14 lipca Centralna Komisja Wyborcza Białorusi odmówiła zarejestrowania potencjalnego kandydata na prezydenta, głównego przeciwnika Aleksandra Łukaszenki - bankiera Wiktora Babaryko. Spośród siedmiu kandydatów zarejestrowano pięciu. Oprócz Babaryki, legitymacji kandydata nie otrzymał były szef Parku Wysokich Technologii Walerij Cepkało. Niezadowoleni obywatele wyszli wieczorem na ulice w celu wyrażenia swojego sprzeciwu.

 

Zebrani na Placu Zwycięstwa mieszkańcy Mińska ustawili się w "łańcuch solidarności", co sprowokowało OMON (specjalna jednostka milicji) do dokonywania zatrzymań uczestników akcji. Inni zgromadzeni starali się utrudniać działania funkcjonariuszy. Takich starć z organami bezpieczeństwa na Białorusi nie było od czasu protestów w 2010 roku. Według informacji Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna", 14 lipca w całym kraju zatrzymano około trzystu osób. Od 15 lipca Białorusini ustawiają się w ogromnych kolejkach do CKW, aby odwołać się od decyzji, dyskwalifikującej dwóch kontrkandydatów Łukaszenki. Na prośbę serwisu "Babel" uczestniczka protestów Daria opowiedziała, co dzieje się w Mińsku (jej nazwiska nie ujawniono ze względów bezpieczeństwa).

 

Wiktora Babaryki nie zarejestrowano jako petenta oficjalnie mogącego ubiegać się o fotel prezydenta. Według różnych źródeł, ponad połowa Białorusinów była gotowa oddać na niego swój głos. Wszyscy mieliśmy nadzieję na cud, ale cud się nie wydarzył. Został zatrzymany, oskarżony o wiele przestępstw, w tym pranie pieniędzy, prowadzenie gangu przestępczego i tak dalej. Ludzie nie wierzą tym informacjom – nie ma na nie żadnych dowodów. Przewodniczący Komisji Wyborczej stwierdził jednak, że Babaryko jest winny, a ludzie stracili nadzieję. Czytałam wiele wypowiedzi na portalach społecznościowych, ludzie piszą: "No cóż, legalne sposoby na zmianę władzy zawiodły, nadszedł czas na emigrację". Jako kandydatkę na stanowisko prezydenta zarejestrowano jednak Swietłanę Tichanowską, żonę zatrzymanego blogera i równocześnie potencjalnego kandydata - Siergieja Tichanowskiego. Ona w ogóle nie chciała w tym uczestniczyć, ale skoro jej męża aresztowali, to stwierdziła, że nie ma innego wyboru.

 

Jeśli po prostu napiszesz do kogoś "chodźmy się przejść wieczorem" - to jest to uznawane za zachętę do protestów i podlega karze, ale już nie 15-dniowemu aresztowi. Dlatego nikt nie koordynował akcji. Ludzie bardzo ostrożnie wypowiadają się na ten temat, nikt konkretnie do niczego nie zachęca. Widziałam wypowiedzi Ukraińców, większość w stylu: "dlaczego Białorusini nie sprzeciwiają się milicji?" Odpowiedź jest prosta: łatwo jest uderzyć funkcjonariusza, ale niełatwo jest zmierzyć się z konsekwencjami takiego czynu. Na akcjach jest dużo ludzi „w cywilu”, którzy wszystko nagrywają, a potem bez problemu będą mogli cię znaleźć. Mój znajomy, na proteście przeciwko kolejnej wygranej Łukaszenki w 2010 roku, wyrwał tarczę jednemu z funkcjonariuszy i dostał za to surowy wyrok. Dlatego ludzie są bardzo ostrożni. Każdy, kto będzie do czegoś wzywał, natychmiast zostanie uciszony. Te sztaby opozycji, które nadal działają, stosują pokojową retorykę: szukanie rozwiązań drogą sądową. Bo jeśli będzie ona inna, władze zamkną sztaby, wszyscy pójdą „siedzieć”. I tak wszyscy już „siedzą”. Ludzie, którzy mogliby wzywać do buntu i deklarować swoje programy - wszyscy siedzą w więzieniu.

 

Bardzo ciężko jest wyjść na protest, wiedząc, że OMON cię pobije i zaciągnie do więźniarki. I to tylko za to, że stałeś i klaskałeś. Albo za to, że masz koszulkę ze sloganem przeciw Łukaszence. Słyszałam rozmowy funkcjonariuszy - dla nich każdy „formalny” przejaw protestu jest powodem do zatrzymania. Ludzie są niczym partyzanci. Kilku chłopaków nosiło ze sobą wielką sztalugę, by w razie czego powiedzieć, że są zajęci jakąś pracą - coś w rodzaju alibi. Nikt nie chce spędzić w areszcie 15 dni.

 

Obecnie warunki w aresztach są nie do zniesienia – ludziom nie dają nawet materaców, będziesz spać 15 dni na „gołym” łóżku. Kontakt z aresztowanymi też jest zabroniony. Spędzisz 15 dni bez mydła i szczoteczki do zębów, mając na sobie ciągle to samo ubranie. W pomieszczeniach jest dosyć zimno. To tortury.

 

Trudno powiedzieć, ile dokładnie osób uczestniczyło w protestach, ponieważ ludzie wychodzili na ulice swoich swoich dzielnic, w pobliżu domów, w różnych miastach. W Mińsku akcja odbyła się na Alei Niepodległości. Jadący samochodami kierowcy trąbili, wspierali nas. A potem milicja zaczęła zatrzymywać protestujących. Ludzie próbowali się im stawiać, to było straszne. Na początku wszyscy bali się reagować, ale potem się złamali. Bo kiedy ktoś biegnie z pałką prosto na ciebie, to nie czekasz, tylko podejmujesz walkę. Nie wszyscy są tam przecież słabeuszami w okularkach. Nagrywać również nie można, bo potem jeszcze rozpoznają ludzi na nagraniach, zaczną ich szukać i aresztować.

 

OMON nie zatrzymywał dziewczyn, mówiono im po prostu "Idźcie stąd". Dziewczyny stały jednak w „łańcuchu” i wstawiały się za chłopakami. Były popychane, dość nieuprzejme. Wszystko jednak zależy od konkretnego funkcjonariusza. Byli tacy, którzy próbowali mówić po ludzku: "dziewczyny, idźcie stąd, nie chcecie przecież być wywiezione". A te ich wozy dla zatrzymanych to istny horror – ludzi tam wpychano i zmuszano do klęczenia. Po co? Chodziło głównie o ich upokorzenie. Niektóre pojazdy były tak wypchane, że trudno było zamknąć drzwi, ludzie gnieździli się tam jak śledzie w beczkach. Epidemia koronawirusa chyba nikogo tam nie interesowała.

 

Zatrzymywano też rowerzystów. Ludzie organizują rowerowe „rajdy solidarności” - po prostu jadą ścieżkami rowerowymi i wspierają protestujących. Ich jednak też „zgarniano”, nawet razem z rowerami. Takie kolumny rowerzystów żartobliwie nazywane są "kawalerią" WKL. Wielkie Księstwo Litewskie, w przeciwieństwie do dzisiejszych realiów Białorusi, było państwem, z którego można było być dumnym.

 

By cię zatrzymali, wystarczy być mężczyzną i znaleźć się w centrum Mińska – niektórych zabierano prosto z Burger King’a. Kilku chłopaków wyszło na próg poklaskać i natychmiast zostali "zwinięci” przez OMON. Zatrzymano wielu przypadkowych przechodniów. Mówili, że wszyscy są przewożeni do Rejonowego Wydziału Spraw Wewnętrznych, ale to nieprawda - nigdy nikomu nie mówią, gdzie będą go trzymać. Człowiek znika, ma wyłączony telefon, a kiedy przychodzisz po niego na wydział - bezczelnie kłamią, mówiąc, że go tam nie ma i radzą napisać zgłoszenie zaginięcia. Matki, żony, córki stały do czwartej rano pod wydziałem lub aresztem, czekając na jakiekolwiek informacje.

 

Pracownicy urzędów i milicji dostają mieszkania służbowe, podpisują z państwem kontrakt na 5 lat. Dostają ogromną premię, wysokie pensje. Mają wiele do stracenia. Ci ludzie zdają sobie sprawę, że jeśli coś się zmieni, życie ich rodzin dramatycznie się pogorszy. Nie zarobią tyle, nie znajdą innej pracy. Kto by ich potrzebował, jeśli ich jedyną umiejętnością jest bicie ludzi. Milicja na pewno nie wspiera obywateli. Mam nadzieję, że kiedy wszystko się zmieni, więcej pieniędzy zostanie wydanych na medycynę, kulturę, edukację, a nie na struktury władzy. Teraz wszyscy chronią jedynie swoje interesy.

 

Dziennikarzy zatrzymano za prowadzenie streamingu z protestów. Ich nagrania również są uznawane za wezwanie do udziału w protestach. Nie ma legalnych sposobów na zmianę władzy. Oświadczenia Centralnej Komisji Wyborczej to hipokryzja, oni po prostu śmieją nam się w twarz. Sztaby kandydatów zwracają się do sądów, do Komisji Praw Człowieka, ale to i tak nie ma sensu. Przerabialiśmy to już wiele, wiele razy. Dziwnie jest robić ciągle to samo i oczekiwać innego wyniku. Nikogo nie obchodzi prawo. Ludzie spokojnie wychodzą poklaskać, a dostają za to pałką w łeb. Mamy już tutaj taki syndrom sztokholmski - jeśli wychodzisz z dziećmi, z psem, sąsiedzi szybciej oskarżą ciebie o „wystawienie” rodziny na niebezpieczeństwo, niż policję o napastowanie przechodniów na zgromadzeniach.

 

Łukaszenka niejednokrotnie wspominał o rozstrzelaniach. Jak po takich słowach można nadal oczekiwać pokojowego rozwiązania sprawy? Łukaszenka władzy po prostu nie odda, co do tego nie ma wątpliwości. Wiele osób popada w apatię. Ale mimo wszystko - wcześniej ludzi rozganiano i oni się rozchodzili, a teraz na chwilę się chowają i wychodzą ponownie. To działa jak fala — zostali odepchnięci i wracają.

 

Starsze pokolenie wolniej reaguje, nie „siedzi” w Internecie, nie śledzi mediów. Ale mimo wszystko, ci ludzie podpisywali listy poparcia potencjalnych kontrkandydatów Łukaszenki. Ludzie są zmęczeni – to widać. Na protestach były kobiety w średnim wieku, które próbowały powstrzymać młodych chłopaków od zamieszek. Wcześniej na protesty szło wielu emerytów, taka klasyczna opozycja z czasów sowieckich. Teraz oni przechodzą na „drugą stronę”, bo już nie mają nic do stracenia. Ich też zatrzymywano, czasem nawet brutalnie - sama byłam świadkiem takich incydentów.

 

Większość protestujących to młodzież. My, trzydziestolatkowie, pamiętamy, jak było wcześniej i zdajemy sobie sprawę, że słowa "milicja jest dla ludzi" są dalekie od prawdy. A teraz jest nowa młodzież, która nie pamięta starych protestów. Dla nich jest to nowe doświadczenie, nie wszyscy widzieli jak to się kończy. I ta nowa fala protestów daje nadzieję. Widzę, że są nieustraszeni. Ciężko jest stać w łańcuchu naprzeciwko milicji i wiedzieć, że nie możesz się bronić. To przerażające, ale zachowanie tych młodych ludzi jest naprawdę godne podziwu.

Łukaszenka tak chamsko traktował ludzi, że już wszyscy mają dosyć. Nazwał koronawirusa „psychozą”, a obywateli - tchórzami, winnymi samym sobie To po prostu obrzydliwe, ludzie wstydzą się za jego słowa, są już wszystkim naprawdę zmęczeni. Łukaszenka jest głównym prowokatorem protestów.

 

Najbardziej prorosyjskim kandydatem jest Łukaszenka. Jego stolicą jest Moskwa, a nie Mińsk. Początkowo ludzie byli zaniepokojeni, że Babaryko pracował w rosyjskim banku, ale teraz nikt nie twierdzi, że jest on sponsorowany przez Rosję. Rosja nie zareagowała na jego zatrzymanie, więc widocznie nie jest on dla niej żadną stratą. Wiele osób obawia się, że w czasie całego szumu, wywołanego przez wybory i protesty, Rosja wprowadzi do nas swoje wojska lub, co gorsza, „wykupi nas” za długi.”

 

Autorka tłumaczenia: Anna Lejk

Autorzy oryginału: Anna Koszljak, Jewgienij Spirin, Gleb Gusiew

Źródło: https://thebabel.com.ua/ru/texts/47354-zakonnyh-sposobov-smenit-vlast-ne-ostalos-v-belarusi-vpervye-za-10-let-protiv-lukashenko-protestuet-vsya-strana-lyudey-izbivaet-i-arestovyvaet-omon-my-pogovorili-s-uchastnicey-akcii

Państwo: 
Dział: 
Video: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
5 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.