"Łukaszenka jest w areszcie KGB — marzenie milionów stało się rzeczywistością"— tak idealnie należałoby ogłosić w telewizji publicznej jego spotkanie z więźniami politycznymi w sobotę wieczorem. Ale milczeli, włączając tylko krótkie nagranie. I bąknęli, że treść rozmowy Łukaszenki z więźniami politycznymi (na antenie oczywiście nikt ich nie nazywał więźniami politycznymi) z inicjatywy wszystkich uczestników rozmowy pozostanie tajemnicą.Być może pozostali uczestnicy rozmowy mają zupełnie inne zdanie w tej sprawie, ale tak naprawdę nikt ich nie zapytał: zostali przywiezieni pod konwojem, zostali zabrani pod konwojem. Na razie są więc tylko małe kawałki informacji.

W sobotę rano Aleksander Łukaszenka przybył do aresztu śledczego KGB i spędził tam cztery i pół godziny w stanie dialogu. Z różnych celwięziennych zostali do niego przywiezieni kandydat na prezydenta Wiktar Babaryka, jego syn Eduard, koordynator sztabu Babaryka Juryj Waskrasienski, prawnicy Maksim Znak, Ilja Salej i Lilija Ułasawa, dyrektor firmy informatycznej 'PandaDoc' Dmitrij Rabcewicz, politolog Wital Szklarau. Wszyscy dyskutowali o reformie konstytucyjnej. Stało się to znane z wiadomości w telegram kanale'Pul Perwogo' o godzinie 15:35: kanał opublikował zdjęcie z komentarzem: "Celem prezydenta jest usłyszenie opinii wszystkich". O szóstej wieczorem pojawiło się tam krótkie wideo. Łukaszenka mówi w tym nagraniu: "Myślałem, opierając się na pretensje waszych zwolenników, że najbardziej radykalne propozycje we wszystkich sprawach… Nie trzeba skupiać się tylko na konstytucji. Połowa z Was, z tego co wiem, to prawnicy i dobrze wiecie, że konstytucji na ulicy się nie napisze. Patrzę na to szerzej, próbuję przekonać nie tylko waszych zwolenników, ale też całe społeczeństwo, że na problem należy spojrzeć szerzej".

Wydawało się, że w wieczorem telewizja państwowa przerwa audycje i rozpocznie transmisję czterogodzinną rozmowę — tak zawsze bywa, gdy mówi Łukaszenka. Ale wiadomości nie wykraczały poza to, co przekazał już telegram kanał Łukaszenki. Dodali tylko kilka sekund nagrania, na którym więźniowie śmieją się po tym, jak gość mówił o konstytucji. ("Jak się masz?"— żartuje Nikita Siergiejewicz. "Dobrze!"— żartuje kołchoźnik. Wielu Białorusinów wspomniało wczoraj tę starą sowiecką anegdotę).

Oczywiście Białorusini czekali: czy więźniowie polityczni zostaną teraz zwolnieni? Gdyby Łukaszenka przyszedł, żeby porozmawiać, choć przez kilka miesięcy mówił, że to tylko przestępcy, to na pewno zostaną wypuszczeni. Ale nikt nie został zwolniony.

Ponieważ niedziela to dzień już tradycyjnego marszu protestacyjnego. A gdyby wczorajsi więźniowie pojawili się na marszu, zostaliby przywitani jak Beatles. Ale gdyby powiedzieli ludziom: "Rozmawialiśmy tutaj i zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, aby opuścić ulice i rozpocząć dialog na temat reformy konstytucyjnej", odpowiedzieliby: "kim w ogóle jesteś, żeby nam mówić, co mamy robić?"Żaden autorytet moralny nie jest w stanie zniszczyć protestu. Ale wzmocnienie swoją obecnością jest łatwe. Nie ma więc potrzeby, aby wszyscy się spotykali. Po "dialogu" w areszcie KGB Aleksander Łukaszenka udał się do jednej ze swoich 18 rezydencji, a więźniowie pod konwojemwrócili do swoich cel więziennych.

Na tym spotkaniu nie było ani Mikałaja Statkiewicza, ani Pawła Siewiarynca, ani Jewgienija Afnagla, ani Siarhieja Cichanouskiego. Łukaszenka zbyt boi się liderów opozycji i popularnych blogerów, aby z nimi rozmawiać, nawet gdy są pod konwojem. Jednak Siarhiej Cichanouski mógł zadzwonić do swojej żony w sobotę wieczorem. Najważniejsze z tej rozmowy telefonicznej jest zdanie Siarhieja: "Musimy być twardsi". Swiatłana obiecała.

Wieczorem sztab Swiatłany Cichanouskiej poinformował, że ​​tak naprawdę oczekiwała, że zadzwoni nie mąż, ale Łukaszenka. Czekała na próżno. Łukaszenka to mizogin, nie prowadzi dialogu z kobietami.

W związku z tym ani przedstawicielka sztabu Wiktara Babaryka Maryja Kalesnikawa, ani koordynatorka tego samegosztabu Swiatłana Kuprejewa, nie zostały przywiezione na to spotkanie. Dla Łukaszenki to bzdura. Nie, chętnie komunikuje się z urzędnikami, którzy są gotowi lizać mu buty. Ale z kobietami, które nie są od niego zależne, nie ma o czym rozmawiać. Tylko nie pytajcie, dlaczego w tym przypadku na spotkaniu była Lilija Ułasawa. Być może terytorialnie, bo Ułasawa jest tutaj, w areszcie KGB, a Kalesnikawa w Żodino. A może nie chciał widzieć Kalesnikawej na spotkaniu z powodu jej popularności. Albo chciał, ale zmienił zdanie. Jego motywy powinni już badać specjaliści, a nie dziennikarze,.

Generalnie, nawet przy całej tej obrzydliwej dekoracji, sam fakt pojawienia się Łukaszenki w więzieniu KGB to dobra wiadomość. Ponieważ jest to pierwszy znak kapitulacji. Po pierwsze, Łukaszenka znajduje się pod presją z zewnątrz, ze wschodu i zachodu. Nikt nie potrzebuje takiego sojusznika. A po drugie, okazuje się, że kłamstwo już nie działa, nikt już nie wierze, że Łukaszenka wygrałwybory ijest wspierany przez masy, że w więzieniach są przestępcy. Nikt nigdy w to nie uwierzy. W czasach smartfonów kłamstwo staje się coraz trudniejsze. Lepiej więc iść uczciwie do więzienia.

 

Tłumaczenie: Mikhail Panasenkov

Źródło: https://novayagazeta.ru/articles/2020/10/11/87472-kruglyy-stol-pod-konvo...

Państwo: 

Dodaj komentarz

Zwykły Tekst

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Przepisując ciąg znaków z obrazka udowodnij że nie jesteś botem.
3 + 15 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.